Da się przy tym zauważyć, iż posiadanie wysokich kompetencji lekarskich przymusza do skromności zawodowej i osobistej, co nie jest obecnie szczególnie modne zarówno w kraju, jak i za granicą. Mamy wysyp polityków bezwstydnych w swej niekompetencji, za to wyszczekanych w obietnicach bez pokrycia i pretensjach do swych poprzedników. Obserwując ten spektakl, ze zdumieniem odkryłem, że Komisja Zdrowia stara się być coraz bardziej wstrzemięźliwa w okładaniu biczem błędów i wypaczeń. Właściwie na placach jednej ręki można policzyć amatorów takich popisów. To całkiem niezły wynik, jak na pół roku pracy, w innych komisjach żółć posłom nie mija nawet przez całą kadencję.
Do tych refleksji zainspirował mnie niezawodny prof. Marian Zembala — znakomity kardiochirurg, minister i poseł, który ma w eleganckim zwyczaju witać się ze wszystkimi uczestnikami posiedzeń komisji osobiście przez uściśnięcie dłoni. Uściśnięty serdecznie („nawet pana czytam…”) natychmiast przyjąłem postawę zasadniczą, a zgadało się o proteście pielęgniarek i o tym, jak z niego wyjść. Dziś sprawa jest już historyczna, ale jak to bywa z porozumieniami tymczasowymi, może rozgorzeć na nowo i na pewno rozgorzeje.
I otóż profesor, którego nie sposób nie poważać, powiedział odważnie rzecz niepopularną i niech mi wybaczy, że powtarzam rozmowę off de record. Na moje: „to trzeba rozwiązać systemowo” odpowiedział: „wszyscy tak mówią, ale to zupełnie nic a nic nie znaczy”. I rozwinął temat podejmowania i realizowania przez nową ekipę zobowiązań, które złożyła stara. Ponieważ profesor jest znakomitym mówcą i jak już zacznie, to mówi przynajmniej 45 minut, więc zapowiadała się nieco dłuższa opowieść… Ale komisja akurat ruszała do pracy i trzeba było nasz dialog przerwać. Mimo to prof. Zembala zdążył znakomicie wywieść, iż gdyby nowa ekipa rzetelnie i z pełną odpowiedzialnością przekopała się przez dorobek poprzedniej, to by wiedziała, iż podwyżki dla pielęgniarek były przygotowane, zabezpieczone i w dodatku publicznie ogłoszone.
Fakt, sam tego byłem świadkiem i, mówiąc szczerze, w konflikcie w CZD zabrakło mi zbilansowania tego, co było obiecane i zostało zapisane z oczekiwaniami, które muszą to uwzględnić. Profesor miał przy tym pod pachą dokument, który obiecał mi przesłać (czekam), ale chyba zgubił karteluszek z zapisanym adresem. Trudno, nadrobimy to kiedy indziej.
Z tej pogawędki wynika jednak jakiś morał, mianowicie taki, że państwo polega na ciągłości dokonań i podjętych zobowiązań, nawet jeśli nowa ekipa odcina się od poprzedniej. Ma prawo to czynić w warstwie retoryki politycznej, ma prawo zmieniać kierunek i tempo toczących się spraw, ale to, co zostało podpisane przez poprzedni rząd i położone na stole, jest święte. „To nie Zembala dawał podwyżki pielęgniarkom, ale państwo polskie” — powiedział profesor, co przytaczam na wyłącznie swoją odpowiedzialność, bo rozmowa była prywatna, toczona szeptem scenicznym.
Ciekawe, czy kiedy konflikt z pielęgniarkami — po obecnym zamrożeniu — rozgorzeje na nowo, ktoś wpadnie na pomysł, że warto byłoby zwołać wszystkich dotychczasowych ministrów i zrobić wspólnie rachunek sumienia? Może wtedy udałoby dojść do kolejnych podwyżek etapami, nie strasząc narodu likwidacją doskonałej placówki.
Jerzy Papuga, komentator parlamentarny, specjalizujący się w opisie prac komisji sejmowych i senackich oraz procesu ustawodawczego.