Inspirująca rozmowa z profesorem [Zdrowie na Wiejskiej]
Jak wiadomo, wszyscy Polacy znają się na medycynie i służbie zdrowia, i ze świecą szukać tego, kto przyznałby się, że czegoś nie wie bądź nie rozumie. Jedynym miejscem, gdzie się to zdarza, jest sejmowa Komisja Zdrowia, złożona w zdecydowanej większości z dyplomowanych lekarzy oraz byłych premierów, ministrów i wiceministrów. Często padają tu słowa „nie wiem” lub „nie rozumiem”, co wcale źle o mówiącym nie świadczy, a dowodzi jednego — że kompetencje mają swoją rangę i nie można znać się na wszystkim, a najlepiej się do tego od razu przyznać bądź o tym uprzedzić.
Da się przy tym zauważyć, iż posiadanie wysokich kompetencji lekarskich przymusza do skromności zawodowej i osobistej, co nie jest obecnie szczególnie modne zarówno w kraju, jak i za granicą. Mamy wysyp polityków bezwstydnych w swej niekompetencji, za to wyszczekanych w obietnicach bez pokrycia i pretensjach do swych poprzedników. Obserwując ten spektakl, ze zdumieniem odkryłem, że Komisja Zdrowia stara się być coraz bardziej wstrzemięźliwa w okładaniu biczem błędów i wypaczeń. Właściwie na placach jednej ręki można policzyć amatorów takich popisów. To całkiem niezły wynik, jak na pół roku pracy, w innych komisjach żółć posłom nie mija nawet przez całą kadencję.