Dr hab. Paweł Rajwa: możemy jeszcze wiele zrobić, by wydłużyć życie chorych na raka prostaty i poprawić jego jakość
Rak gruczołu krokowego bez względu na stadium wciąż stanowi istotne wyzwanie kliniczne. Możemy jeszcze wiele zrobić, by wydłużyć życie chorych i poprawić jego jakość - przekonuje specjalista urolog dr hab. Paweł Rajwa, laureat 2. miejsca w konkursie „Supertalenty w Medycynie” 2024, który swoimi badaniami przyczynia się do międzynarodowych wytycznych dotyczących diagnostyki i leczenia tego nowotworu.

Dr hab. n. med. Paweł Rajwa, specjalista urolog, adiunkt naukowo-dydaktyczny w Klinice Urologii Wydziału Nauk Medycznych w Zabrzu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, członek europejskich komitetów i grup badawczych, m.in. Europejskiego Towarzystwa Urologicznego ds. raka prostaty (EAU YAU Working Group Prostate Cancer), redaktor platformy edukacyjnej Europejskiego Towarzystwa Urologicznego UROONCO.
W kręgu pana zainteresowań naukowych znajduje się urologia onkologiczna, a szczególnie rak gruczołu krokowego. W swoich badaniach skupia się pan m.in. na personalizowanej terapii tego nowotworu i metodzie tzw. aktywnego nadzoru.
Swoje badania naukowe zaczynałem od metody tzw. aktywnego nadzoru, która pozwala na bezpieczne odroczenie leczenia u prawie 40-50 proc. chorych, a tym samym na uniknięcie toksyczności terapii, co przekłada się na bardzo dobrą jakość życia pacjentów. Obecnie moje badania dotyczą całego spektrum raka gruczołu krokowego - od diagnostyki, poprzez leczenie małoinwazyjne, do postępowania w uogólnionym, zaawansowanym raku stercza, przy czym ciężar mojej działalności naukowej przesuwa się w stronę tego ostatniego obszaru. To właśnie pacjenci z rakiem stercza w późnych stadiach rozwoju najczęściej umierają z powodu tego nowotworu i w ich przypadku można najwięcej zmienić, by wydłużyć im życie i poprawić jego jakość. Pracuję nad postępem w leczeniu tej grupy chorych m.in. jako główny badacz prospektywnego rejestru Europejskiego, wspieranego przez fundację naukową European Association of Urology oraz Uniwersytet Medyczny w Wiedniu, który pozwoli na scharakteryzowanie optymalnych strategii leczenia raka prostaty z pojedynczymi przerzutami. Od 2024 r. jestem także głównym koordynatorem europejskiego badania PIONEER+ i jednym z badaczy klinicznych projektu OPTIMA, w których koncentruję się na zaawansowanych stadiach raka prostaty, m.in. na działaniach niepożądanych nowych przełomowych terapii onkologicznych u pacjentów z przerzutowym rakiem stercza. Badania te mają zdecydowanie poprawić jakość leczenia pacjentów z tym nowotworem w Europie. W listopadzie 2023 r. na łamach „European Urology” ukazała się praca, której wraz z dr. Marcinem Miszczykiem jestem wiodącym autorem, a w której wykazano, że celowane napromienienie lub chirurgiczne usunięcie pojedynczych przerzutów widocznych w badaniu PSMA-PET daje wielu chorym przeżycie wolne od progresji nowotworu. Jako pierwszy na świecie opublikowałem wieloośrodkowe badanie dowodzące, że u pacjentów z przerzutowym rakiem prostaty, zdiagnozowanym za pomocną molekularnych metod obrazowych, usunięcie prostaty jest bezpieczne i związane z dobrymi wynikami onkologicznym.
Z kolei w obszarze diagnostyki raka gruczołu krokowego skupiam się na nowoczesnych metodach wykrywania tego nowotworu. Badanie opublikowane w 2024 r. na łamach „JAMA Oncology”, którego jestem senior autorem, wykazało, że screening raka stercza powinien być oparty także na badaniu rezonansu magnetycznego, a nie jak dotychczas, wyłącznie na badaniu PSA. W tym obszarze można mówić o przełomie, m.in. ze względu na zastosowanie sztucznej inteligencji. W niedalekiej przyszłości wykonanie rezonansu magnetycznego z wykorzystaniem algorytmów sztucznej inteligencji znacznie przyspieszy proces diagnostyczny i zwiększy dokładność oceny – obecnie jest to również jeden z moich głównych obszarów zainteresowań. Wiedzę na temat diagnostyki raka stercza propaguję także jako członek grupy Europejskiej Szkoły Urologii ds. obrazowania, terapii fokalnej i uropatologii, której celem jest tworzenie, rozpowszechnianie i prowadzenie szkoleń w Europie i na świecie dla lekarzy urologów, radiologów i patomorfologów. Jestem też zaangażowany w prace kilku innych europejskich komitetów i grup badawczych, m.in. Europejskiego Towarzystwa Urologicznego ds. raka prostaty (EAU YAU Working Group Prostate Cancer), która zrzesza 20 najbardziej uznanych młodych urologów specjalizujących się w raku prostaty w Europie. W zakresie działalności krajowej od 2023 r. pozostaje sekretarzem Komitetu Naukowego Głównych Kongresów Naukowych Polskiego Towarzystwa Urologicznego.
Jak zrodziło się pana zainteresowanie kliniczne operacyjnymi technikami małoinwazyjnymi w urologii?
Tradycyjne otwarte operacje chirurgiczne jako metoda leczenia w uroonkologii są wypierane przez te mniej inwazyjne, np. z wykorzystaniem systemów robotycznych, które pozwalają na mniejszą utratę krwi, krótką hospitalizację oraz lepszy komfort życia pacjenta. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy za 20-30 lat w urologii wykonywali operacje bez wykorzystania technik małoinwazyjnych. Dużą rolę w wyborze tego kierunku kariery jako klinicysty odegrali moi mentorzy, których spotkałem w Klinice Urologii w Zabrzu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, m.in. prof. Andrzej Paradysz, czy na stażach zagranicznych, m.in. prof. Shahrokh Shariat z Uniwersytetu Medycznego w Wiedniu.
Jak ważne jest wsparcie mentorów na drodze rozwoju młodego badacza-klinicysty?
Ich wsparcie jest kluczowe, aczkolwiek ostateczne wybory i decyzje są wypadkową pomocy mentorów, charakteru młodego adepta, wsparcia rodziny, doświadczeń życiowych, oraz czasem także… przypadku. Sam obecnie jestem również mentorem dla młodych naukowców w Polsce i na świecie i wiem, jak istotna jest to rola. Moi mentorzy poświęcili mi swoją uwagę, otrzymywałem od nich wskazówki i porady. Gdy zapisałem się do Studenckiego Koła Naukowego, działającego przy Klinice Urologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, zarówno profesor, jak i pozostali opiekunowie Koła przyjęli mnie bardzo życzliwie i traktowali po partnersku. Było to więc idealne miejsce do rozwoju zawodowego. Dzięki temu zainteresowanie urologią kontynuowałem po studniach, zaczynając specjalizację w Klinice Urologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, podobnie jak moi koledzy ze studiów, z którymi uczestniczyłem w tym Kole - obecnie dr. Grzegorzem Rempegą i dr. Michałem Kępińskim.
Przez pewien czas uczestniczyłem także w Studenckim Kole Naukowym przy III Katedrze i Klinice Kardiologii. Ten wybór był podyktowany tym, że w Zabrzu kardiologia jest bardzo dobrze rozwinięta. Poza tym liczba i poziom prac naukowych z tej dziedziny jest jedna z najwyższych w Polsce, a chciałem poznać także metodologię badań naukowych. Dzięki temu pierwszy artykuł, co ciekawe - w dziedzinie kardiologii, napisałem w 2015 roku, będąc jeszcze na studiach.

Współpracuje pan obecnie z ponad 50 ośrodkami na świecie, które skupiają swoje badania na raku gruczołu krokowego. Jakie znaczenie dla młodego naukowca ma międzynarodowa współpraca badawcza?
Współpraca z zagranicznymi ośrodkami jest niezmiernie istotna. Jeżeli miałbym doradzić młodym naukowcom, to powiedziałbym, żeby już na samym początku swojej drogi naukowej wyjechali na 2-3-letni staż zagraniczny. Jeszcze będąc na studiach, prześledziłem drogę kariery najbardziej wpływowych lekarzy-naukowców w dziedzinie urologii na świecie. Łączyło ich jedno: już na samym początku tej drogi każdy z nich odbył 2-3-letnie staże naukowe - zagraniczne albo w innych ośrodkach w swoich krajach. Dlatego zaczynając specjalizację z urologii, podjąłem decyzję, że planuję wyjechać na taki staż i zaangażować się w działalność naukową.
Kraje zachodnie w pewnych obszarach są o 5, 10, a czasem nawet 15 lat „do przodu” w porównaniu do Polski - dotyczy to także badań naukowych. Podczas zagranicznego stażu zacząłem rozumieć, co jest istotną takich badań, mogłem się uczyć od osób, które mają w tym obszarze 20-30-letnie doświadczenie i opublikowały setki artykułów w prestiżowych czasopismach. Uzyskanie takiej wiedzy i doświadczenia, takiego warsztatu naukowego już na samym początku kariery ma ogromne znaczenie na dalszej drodze rozwoju badacza, jak i klinicysty. Jest szczególnie ważne w obecnych czasach, kiedy badania naukowe opierają się na zespołach międzynarodowych, konsorcjach, w których naukowcy ze sobą współpracują, a nie na badaczu pracującym samodzielnie. Bez międzynarodowej współpracy badawczej nie można zmieniać świata nauki i wpływać realnie na leczenie milionów pacjentów na świecie. Wkład międzynarodowych grup naukowców w rozwój medycyny jest nieoceniony, o czym osobiście mam okazję się przekonywać, współpracując z ośrodkami z całego świata, m.in. z Medical University of Vienna (Austria), University College London (Anglia), Vita-Salute San Raffaele University (Włochy), The Jikei University School of Medicine (Tokio, Japonia), Sorbona (Francja), Yale University oraz Harvard University (USA). W tych ośrodkach pracują najlepsi z najlepszych. Jednocześnie każdy z tych ośrodków jest najlepszy w innej dziedzinie, więc współpracując z każdym z nich mam szansę zdobyć wiedzę z różnych obszarów, która jest jak najwyższej jakości. Z ekspertami z tych ośrodków uczestniczę w regularnych spotkaniach on-line, gdzie wymieniamy się wiedzą oraz pracujemy nad nowymi projektami. Te spotkania są dla mnie istotne także z innego powodu - stymulują kreatywność, co moim zdaniem jest szczególnie ważne w młodym wieku.
Jakimi cechami powinien odznaczać się młody naukowiec?
Powinien mieć duże marzenia i z determinacją dążyć do ich realizacji, być pewnym swego, a czasem nawet upartym. Starania o pierwszy staż zagraniczny zajęły mi aż 3 lata. Początkowo skontaktowałem się mailowo z ok. 50 najbardziej znanymi naukowcami na świecie - bez odpowiedzi. Mimo to potem ponownie wysłałem zapytania i tylko jeden z nich odpisał, że może za trzy lata znajdzie się dla mnie miejsce. Co ciekawe, z osobami, u których starałem się wówczas o staż, obecnie współpracuję nad projektami badawczymi. Często razem się z tego śmiejemy. Bardzo ważne jest więc także bycie odważnym - nie należy bać się podejmowania ryzyka, które w tym przypadku jest jednym z czynników przyczyniających się do rozwoju zarówno naukowego, jak i stricte zawodowego.
Należy także słuchać głosów krytyki, ale tylko tej konstruktywnej – spotkałem się z osobami, również tymi uważanymi za autorytety, które twierdziły, że nie powinienem zostawać naukowcem, ponieważ - jak argumentowały - nie nadaję się do tego. Z biegiem lat myślę, że często tak postępują osoby, którym w życiu zawodowym się nie powiodło i starają się ściągać innych w dół. Dotychczas w życiu poznałem wielu inspirujących ludzi i uważam że nie ma jednej drogi do sukcesu – każdy ma swoje wady i zalety, mamy różne możliwości i należy wykorzystywać to co mamy dostępne. Zawsze uważałem, że ostatecznie to my kształtujemy środowisko pracy, a nie na odwrót.
Warto też słuchać porad innych, ale zachowując przy tym zdolność samodzielnego myślenia. Nie należy zrażać się porażkami, gdyż są one nieodłącznym elementem rozwoju. Konieczna jest także ciężka praca i należy być przygotowanym, że będzie ona trwała wiele lat. Poza tym podejmując się pracy badawczej, należy mierzyć siły na zamiary. Nie można zobowiązywać się do czegoś, czego się ostatecznie nie wykona. Nikt nie chce współpracować z osobą, która nie kończy rozpoczętej pracy. Pod tym względem reputacja w środowisku jest dosyć istotna.
Czy uważa pan, że naukowcy w Polsce mają łatwy start?
Niestety nie. W Polsce pierwszą barierą w rozwoju kariery młodego naukowca już na początkowym jej etapie jest brak finansowania. Pierwsze staże, również ten w Wiedniu, na początku finansowałem z własnych środków. Później otrzymałem stypendium europejskie, które pozwoliło mi kontynuować pracę naukową.
Wielu młodych naukowców ma także kłopoty z metodyką badań naukowych - do końca nie wie, w jaki sposób i w jakim celu pisać prace naukowe. A celem nie jest pisanie dla pisania. Ostatecznym celem pracy naukowca-medyka powinna być poprawa diagnostyki i leczenia pacjentów, poprawa przeżycia chorych i jakości ich życia. Kompetencje i umiejętności potrzebne w rozwoju kariery naukowej, a także świadomość na temat możliwości, jakie mają naukowcy, trzeba zwiększać już od samego początku studiów. Wówczas, kończąc kształcenie na uczelni, mają oni już wiedzę i pewne doświadczenie - mogą aplikować o niektóre granty i stypendia, także te zagraniczne. Obecnie ciężko nam konkurować o nie z osobami z innych krajów, które kończąc studia, mają już umiejętności i narzędzia w pełni pozwalające na tworzenie badań istotnych z punktu widzenia leczenia pacjentów. Będąc od paru miesięcy członkiem Komisji Stypendialnej Europejskiego Towarzystwa Urologicznego i przyznając stypendia, staram się dawać równe szanse osobom z Europy Środkowo-Wschodniej - mam na uwadze o ile trudniejsza jest ich droga w porównaniu do osób, które studiowały na topowych uniwersytetach zagranicznych. Wydaje mi się również, że - w porównaniu do najlepszych uczelni na świecie - studenci medycyny w Polsce mają niewiele wolnego czasu, który jest tak potrzebny, aby rozwijać pasje naukowe i pozwalać na pełny rozwój osób wyróżniających się.
Pan sam był laureatem stypendium Europejskiego Towarzystwa Urologicznego dla najlepszego naukowca. Niedawno otrzymał także stypendium Ministra Nauki dla wybitnych młodych naukowców w 2024 r.
Stypendia i nagrody są dla mnie bardzo ważne, ponieważ umożliwiają mi kontynuowanie pracy naukowej. Jednak nie są moją główną motywacją do działania i uważam, że nie powinny być dla żadnego badacza. Jeśli dla młodego naukowca pieniądze, nagrody, tytuły i pochwały od początku są główną lub jedyną motywacją - a takie osoby też spotykam - to według mnie przegrał już na starcie. Nie tędy droga. Naukowiec powinien przyczyniać do zmiany, postępu - to powinno być głównym celem jego pracy. Gdy będę kończył swoją karierę naukową i kliniczną, chciałbym powiedzieć, że zrobiłem wszystko co w mojej mocy, żeby poprawić diagnostykę i leczenie w urologii na świecie, że pozostawiłem po sobie spuściznę naukową i poprawiłem życie milionów ludzi z chorobami urologicznymi.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Supertalenty w Medycynie 2024: znamy laureatów konkursu!
Źródło: Puls Medycyny