Dr hab. Adam Maciejczyk: karta DiLO powinna być specyficzna dla nowotworu
System DiLO i pilotaż Krajowej Sieci Onkologicznej to wzajemnie przenikające się i uzupełniające systemy. Konieczne jest ich scalenie. Niezbędna jest też modyfikacja karty DiLO, tak aby stała się kartą narządową - wskazuje dr hab. n. med. Adam Maciejczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.

Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DiLO), występująca w ramach pakietu onkologicznego, miała umożliwić przyspieszenie procesu diagnostycznego, a następnie terapii onkologicznej. System został wprowadzony w 2015 r.
- Od tego czasu karta DiLO ewoluowała, jednak nadal ma wiele mankamentów - zauważa dr hab. n. med. Adam Maciejczyk, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Onkologii, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, kierownik Kliniki Radioterapii Katedry Onkologii Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.
- Karta DiLO od wielu lat już nie jest modyfikowana, ale niedostatki tego systemu może uzupełnić Krajowa Sieć Onkologiczna, co najlepiej obrazują dane z pilotażu KSO - dodaje.
Pilotaż Krajowej Sieci Onkologicznej rozpoczął się w lutym 2019 r. i będzie prowadzony do grudnia 2021 r. Przystąpiły do niego 4 województwa: dolnośląskie, świętokrzyskie, podlaskie i pomorskie. W założeniu jego celem ma być ocena poziomu organizacji, jakości i efektów opieki onkologicznej, realizowanej w ramach sieci szpitali na terenie danego województwa. Dodatkowe cele pilotażu to: wypracowanie metodyki projektowania mierników jakości, zbudowanie systemu ich centralnego zbierania oraz dokonywania analizy i interpretacji tych danych.
Karta DiLO i pilotaż KSO - możliwe kierunki zmian
Pilotaż KSO pozwala na kontrolę czasu wykonania procedur, kompletności poszczególnych etapów diagnostyki, a także na ocenę wpływu tych elementów na los chorych. Stanowi podstawę do oceny aktualnej sytuacji i umożliwia monitorowanie efektu wprowadzania zmian. Z kolei karta DiLO pozwala na monitorowanie zaawansowania poszczególnych etapów diagnostyki i leczenia.
- Karta DiLO i pilotaż Krajowej Sieci Onkologicznej to procesy, które się przenikają i uzupełniają. Powinny one zostać bezwzględnie scalone. Doświadczenia z pilotażu KSO powinny być wykorzystane do zmian w karcie DiLO - wskazuje dr Maciejczyk.
Wskazuje dwa kierunki tych modyfikacji.
- Pierwszy to uproszczenie, tzn. zlikwidowanie diagnostyki wstępnej i pogłębionej oraz połączenie jej w jedną diagnostykę. Druga modyfikacja polegałaby na dostosowaniu karty DiLO do potrzeb danego typu nowotworu, czyli stworzeniu karty narządowej - powiedział prezes PTO.
Eksperci skłaniają się ku temu drugiemu rozwiązaniu.
Widoczne dziś mankamenty karty DiLO
Karta DiLO obejmuje trzy etapy: diagnostykę wstępną, pogłębioną i leczenie. Brakuje jednak określenia ich zawartości (tego problemu nie ma w przypadku pilotażu Krajowej Sieci Onkologicznej).
- System prowadzenia karty DiLO nie uwzględnia bardzo wielu elementów. Przede wszystkim nadzoru pacjenta po leczeniu, szczególnie w nowotworach trudnych do takiej kontroli, np. w raku pęcherza moczowego. W uroonkologii jest to konieczne. Nie obejmuje także leczenia ambulatoryjnego, np. BCG w terapii dopęcherzowej — z tym mamy poważny problem rozliczeniowy. Ponadto nie wyodrębnia chorych z wznową procesu nowotworowego. Jak ich zatem odróżnić od pacjentów, którzy są poddawani leczeniu pierwotnemu? - pyta dr Maciejczyk.
System ten nie uwzględnia również tego, że u pacjentów często trzeba przeprowadzić większą liczbę konsyliów.
- Już wiemy, że w poszczególnych typach nowotworów muszą być dwa, a nawet trzy konsylia - uzupełnia onkolog.
Taki rozszerzający kierunek przyjęto w Dolnośląskim Centrum Onkologii.
- W tej chwili łączymy kartę DiLO z danymi medycznymi i widzimy różnice w możliwości wnioskowania na podstawie samych informacji z karty DiLO oraz na podstawie informacji z karty uzupełnionych o nasze dane medyczne. Karta DiLO nie jest odpowiednim narzędziem do monitorowania efektywności diagnostyki i leczenia pacjentów onkologicznych. Tylko wyróżnia pacjenta w systemie. Pokazuje, że chory może pójść na badanie i poprosić, aby było ono wcześniej wykonane, aczkolwiek nielimitowane badania obrazowe są już dostępne dla wszystkich - wyjaśnia dyrektor DCO.
Jego zdaniem, obecnie karta DiLO nie przynosi pacjentom onkologicznym praktycznie żadnych korzyści. Z kolei szpitalom daje ona jedynie nielimitowość w rozliczaniu świadczeń onkologicznych, ale nielimitowość też jest już powszechnie dostępna.
- Jednak mimo wszystko karta daje informację o tym, że pacjent jest chory. Dzięki niej możemy sprawdzać, czy nie utknął on na jakimś etapie diagnostyki i leczenia. W czasie pandemii ta informacja była kluczowa. Z drugiej strony są obwarowania prawne, które nie pozwalają na szukanie tych pacjentów w systemie. To poważny problem - wskazał ekspert.
Propozycje doskonalenia systemu
Dr hab. Adam Maciejczyk przekonuje, że rozszerzenie istniejącego systemu DiLO o zbieranie danych da szerokie możliwości oceny jakościowej i ilościowej procesu opieki onkologicznej oraz kontroli finansowania. Modyfikacja DiLO może umożliwić także usprawnienie raportowania danych medycznych w ramach KSO, włącznie z centralnym rejestrem nowotworów.
Postuluje więc zwiększenie liczby etapów DiLO i określenie ich zawartości. Jednak przede wszystkim karta DiLO powinna być specyficzna dla nowotworu/narządu.
- Powinna ona uwzględniać w swoim przebiegu ścieżkę diagnostyczno-terapeutyczną dla nowotworów. Taką ścieżkę wypracowujemy już od pewnego czasu we współpracy z Agencją Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Jest już nawet opisana metodyka tego procesu - wyjaśnia prezes PTO.
Karta powinna też uwzględniać pewne minima, zwłaszcza diagnostyczne, którym pacjent powinien być objęty.
- Nagminnie zdarza się, że trafia on do ośrodka, gdzie nie ma dostępu do wszystkich metod diagnostycznych i diagnostyka nie jest przeprowadzana. Jeśli karta DiLO zbierałaby trochę więcej informacji niż dotychczas, umożliwiłaby różnicowanie szpitali, w których pacjent może być kompletnie diagnozowany w odpowiednim czasie - argumentuje specjalista.
Regulacja kwestii finansowych
Według propozycji eksperta, należy uzależnić finansowanie świadczeń od ich jakości. Finansowane byłyby tylko badania wykonane w odpowiednim czasie i standardzie. Ponadto finansowanie powinno być uzależnione od przeprowadzenia chorego przez wielospecjalistyczne konsylium oraz wykonania minimalnej zawartości każdego etapu DiLO. Należy doprowadzić do sytuacji, by każdy pacjent był leczony z wykorzystaniem karty DiLO.
- Taka nowa karta DiLO umożliwiłaby dodatkowo sprawną wycenę poszczególnych etapów leczenia i taryfikację procedur. Wiedzielibyśmy na bieżąco, jaka liczba poszczególnych procedur jest realizowana. Najlepszym przykładem jest konieczność wyceny biopsji fuzyjnej stercza, która jest realizowana w niektórych ośrodkach (np. DCO), ale musimy ją rozliczać jak zwykłą biopsję, bo nie ma takiego świadczenia w koszyku. Zanim wyliczymy, ile powinna kosztować, powinniśmy oszacować, jaki procent tych świadczeń jest niezbędny do realizacji - zaznacza dr hab. Adam Maciejczyk.
Dodaje, że taka karta DiLO pozwoliłaby także właściwie planować zasoby — sprzętowe i ludzkie oraz szybciej rozwiązywać problemy z tym związane.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Dr hab. Adam Maciejczyk: KSO pozwoli na lepszy i równiejszy dostęp do opieki onkologicznej
Potrzebna jest karta DiLO dla pacjentów po leczeniu onkologicznym
Źródło: Puls Medycyny