Czas wolny za dyżury?

Jolanta Hodor, Kraków; Beata Lisowska
opublikowano: 08-11-2006, 00:00

Ciągle nie ma rozstrzygnięcia w precedensowej sprawie lekarza pediatry z Nowego Sącza, który pozwał własny szpital za pracę powyżej 48 godzin tygodniowo. 31 października br. Sąd Okręgowy w Krakowie odroczył rozprawę i poprosił szpital o dostarczenie ewidencji czasu pracy i dyżurów oraz wypłaconego lekarzowi wynagrodzenia.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Czesław Miś domaga się przed Sądem Okręgowym w Krakowie 31 dni wolnych w zamian za 25 dyżurów pełnionych w szpitalu od maja do września 2004 roku. Pozew uzasadnia unijnymi dyrektywami dotyczącymi czasu pracy lekarzy. Dodatkowo powołuje się na kodeks etyki lekarskiej, który zobowiązuje do starań, by praca wykonywana była w warunkach zapewniających prawidłową opiekę nad chorym. "Ja nie jestem zainteresowany kwestiami finansowymi - zapewnia Czesław Miś. - Mnie chodzi o dwie rzeczy: ochronę własnego zdrowia i bezpieczeństwo leczonych przeze mnie pacjentów".

Walka o czas wolny

Po dyżurze lekarskim, który trwa 16 godzin i 25 minut Czesław Miś, jak większość lekarzy w Polsce, jest zobowiązany do dalszej pracy, bywa że w pełnym wymiarze. "Czasem po dyżurze jestem zwalniany około godz. 11, ale nawet wtedy nieprzerwanie przebywam w miejscu pracy, świadcząc pracę lub pozostając w gotowości do jej wykonywania, przez 27-28 godzin. Jest oczywiste, że lekarz pracujący drugą dobę z rzędu, jest zmęczony, nie myśli w sposób prawidłowy, a to zwiększa ryzyko popełnienia błędu" - argumentuje Czesław Miś.
W 2004 roku pediatra postanowił pozwać szpital o zwrot należnego mu czasu wolnego. Wyliczył, że tylko w ciągu pięciu miesięcy, których dotyczy pozew, przepracował 31 dni więcej niż dopuszcza to unijna dyrektywa. Sąd pierwszej instancji w listopadzie 2004 roku powództwo oddalił w całości, argumentując, iż dyrektywy unijne nie mają jeszcze zastosowania. Lekarz złożył apelację do Sądu Okręgowego, który w maju 2005 roku także nie uznał roszczeń, twierdząc, że skoro za dyżury lekarz pobrał wynagrodzenie, czas wolny już się nie należy. Jednak zdaniem Sądu Najwyższego, który na skutek kasacji wypowiedział się na ten temat w czerwcu br., należy jeszcze raz ocenić czas pracy powoda już z uwzględnieniem norm prawa wspólnotowego. Poprzedni wyrok został uchylony, sprawę skierowano do ponownego rozpatrzenia.

Naprawdę chodzi o pieniądze

Kolejna rozprawa przed Sądem Okręgowym w Krakowie odbyła się 31 października. Sąd rozprawę jednak odroczył do 19 grudnia. Zobowiązał jednocześnie szpital do dostarczenia zestawienia godzin przepracowanych przez pediatrę w normalnym czasie i podczas dyżurów, a także wypłaconego mu za nie wynagrodzenia.
Decyzję sądu ze spokojem przyjął dyrektor szpitala w Nowym Sączu Artur Puszko. "Gdyby zapadł wyrok przesądzający na korzyść lekarza, szpital musiałby zwrócić mu jego wolny czas, czyli dać mu płatny urlop, co dla szpitala ma oczywiście także wymiar finansowy. Ale nam także przysługuje prawo do kasacji i skorzystamy z niego. My działamy zgodnie z prawem. Patrząc z punktu widzenia zarządcy, podstawą jest ustawa o ZOZ-ach" - uważa A. Puszko. Przyznaje jednak, że jako lekarz na problem lekarskich dyżurów patrzy także z tej perspektywy. Jego zdaniem, w sprawie nie chodzi o czas, ale o pieniądze. "Czas lekarza to pieniądz. Lekarze, by godziwie zarabiać, zostali zmuszeni do podejmowania pracy na różnych etatach. Z pracy biegną do pracy, z dyżuru na dyżur. Ja przerabiam to u siebie w szpitalu. Lekarze, którym się godziwie płaci, chcą pracować dłużej". Artur Puszko podaje jako przykład przyszpitalną poradnię ortopedyczną, gdzie zatrudnia lekarzy na tzw. subkontraktach. "Są zupełnie inaczej opłacani, bo płacę im tak, jakby byli zakontraktowani przez fundusz. I co się stało? Zrezygnowali z innych miejsc pracy, w których dorabiali. Pracują rano w szpitalu, a po południu przychodzą do poradni" - dodaje. Jego zdaniem, nagłośnienie sprawy Czesława Misia po dwóch latach sporu sądowego będzie z korzyścią dla środowiska lekarskiego, bo już najwyższy czas, by problem został rozwiązany na poziomie znacznie wyższym niż szpitalny.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Jolanta Hodor, Kraków; Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.