Do prac legislacyjnych w Sejmie został skierowany tylko obywatelski projekt ustawy zakazującej aborcji, co oznacza, że nie ma żadnej alternatywy w postaci kontrprojektu. Nie jest to komfortowa sytuacja dla polityków, obiecujących, iż wszystkie obywatelskie projekty ustaw trafią do dalszych prac w komisjach. Jest za to bardzo komfortowa dla jednej strony tego sporu, bo z gruntu eliminuje z dalszych prac inny punkt widzenia jako podstawę do wypracowania nowych rozwiązań.
Ten artykuł czytasz w
ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Imienne wyniki głosowania wskazują, iż rękę do tego niepotrzebnego konfliktu przyłożyli politycy wszystkich ugrupowań, burząc zasadę, która dawała przynajmniej nadzieję na prezentację wszystkich argumentów. Oczywiście, w debacie komisyjnej tak czy siak znajdą one swoje miejsce, choć nie będą przedkładane z równorzędnej ustawowej pozycji, ale z gorszej — jako wnioski i poprawki do jedynego projektu.
Jerzy Papuga,komentator parlamentarny specjalizujący się w opisie prac komisji sejmowych i senackich oraz procesu ustawodawczego
Aborcja będzie więc „gorączkować” Sejm i wyznaczoną komisję przez najbliższe miesiące, a jest to temat wielkiego kalibru, może największego po 1989 roku. Od lat racje są tu skrajnie sprzeczne, głosy rozsądku zakrzykiwane z jednej i z drugiej strony, umiar i kompromis są raczej w odwrocie niż natarciu. Teraz dopiero dowiemy się, dlaczego każdy nowy minister zdrowia marzył, by za jego kadencji nie podejmowano nowelizacji ustawy aborcyjnej. Dzisiaj stała się ona faktem i jeśli ktoś wyobraża sobie, że rząd i minister zdrowia przejdą przez tę debatę nietknięci, to bardzo się myli. Zakaz aborcji jest bowiem zagadnieniem dla ministra zdrowia, ale również ministra sprawiedliwości oraz całego rządu, który musi przewidzieć skutki zdrowotne, prawne, społeczne i gospodarcze obywatelskiego projektu ustawy.
Z kuluarowych głosów opozycji można sądziĆ, iż szybko padnie wniosek o stanowisko rządu do projektu ustawy. A przecież przepisy szczegółowe postawią na porządku dziennym takie kwestie, jak badania prenatalne, lecznictwo kobiet w ciąży i badanie dziecka w fazie płodowej. Są to dziedziny doskonale rozwijające się, czyniące wielkie postępy także w Polsce, skupiające świetnych lekarzy i bardzo dobre ośrodki naukowe. Żadna ciężarna nie wyobraża sobie przecież niewykonywania takich badań przez lekarza prowadzącego, mimo iż obarczone są one od jakiegoś czasu złą opinią — jako ingerencja w prawa rodziców i autonomię nowo powstającego w łonie matki życia. Swoją drogą, jak je pogodzić z radością rodziców mogących zobaczyć poczęte przez siebie życie na ekranie aparatu USG?
Jednak przyczyną sporu są przypadki trwałych uszkodzeń płodu, zagrażającE życiu matki i dziecka, co zawsze jest dramatem dla lekarza i nieopisanym cierpieniem dla rodziców. Dzisiaj lekarze jeszcze leczą dziecko w łonie matki i samą ciężarną, podejmując trud ratowania życia, ale też często przygotowując rodziców na najgorsze — nie łamiąc przy tym obecnych przepisów ustawy oraz kodeksów lekarskich. Jest już jednak całkiem spora grupa lekarzy, którzy np. nie informują rodziców o stanie płodu i zagrożeniach, co znajduje swoje uzasadnienie w klauzuli sumienia i co należy brać pod uwagę.
Jest to ogromny problem, mający swoją wagę medyczną, a przede wszystkim etyczną, corocznie opisywany w sprawozdaniu z realizacji obecnej ustawy i dokumentowany przykładami. Jeśli z góry pozbawiamy się w toku prac legislacyjnych dyskusji na ten temat i innego punktu widzenia, to możemy być skazani jedynie na sukces jednej strony, który może się okazać porażką wszystkich. W rozumieniu twórców ustawy badania tego typu wprost prowadzą do aborcji, co z mocy prawa będzie wykluczone i penalizowane. Tym bardziej należy zadbać o to, aby odmienne racje spotkały się tam, gdzie ich miejsce, czyli na ulicy Wiejskiej.
Do prac legislacyjnych w Sejmie został skierowany tylko obywatelski projekt ustawy zakazującej aborcji, co oznacza, że nie ma żadnej alternatywy w postaci kontrprojektu. Nie jest to komfortowa sytuacja dla polityków, obiecujących, iż wszystkie obywatelskie projekty ustaw trafią do dalszych prac w komisjach. Jest za to bardzo komfortowa dla jednej strony tego sporu, bo z gruntu eliminuje z dalszych prac inny punkt widzenia jako podstawę do wypracowania nowych rozwiązań.
Imienne wyniki głosowania wskazują, iż rękę do tego niepotrzebnego konfliktu przyłożyli politycy wszystkich ugrupowań, burząc zasadę, która dawała przynajmniej nadzieję na prezentację wszystkich argumentów. Oczywiście, w debacie komisyjnej tak czy siak znajdą one swoje miejsce, choć nie będą przedkładane z równorzędnej ustawowej pozycji, ale z gorszej — jako wnioski i poprawki do jedynego projektu.
×
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.