5400 zł - taką podstawę kontraktu ma do zaoferowania lekarzom, którzy zechcą przejść na umowy cywilnoprawne, dyrekcja Szpitala Wojewódzkiego w Łomży. Większość z 177 pracujących tu lekarzy złożyła wypowiedzenia, których termin upływa z końcem września. Kontrakty mają rozwiązać kryzys w szpitalu, ale nie wiadomo, czy przechodzących na nie lekarzy obejmą ustawowe podwyżki.
Ten artykuł czytasz w
ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Dyrekcja szpitala chciała, by przeszli na nie lekarze z co najmniej połowy oddziałów, bo to jest warunkiem rzeczywistej reformy. Wówczas organizacja pracy szpitalnego oddziału ratunkowego, laboratorium i zakładu diagnostyki obrazowej zostałaby zmieniona z systemu dyżurowego na zmianowy. Rozmowy z poszczególnymi pionami szpitala o warunkach przechodzenia na kontrakty mają zacząć się w przyszłym tygodniu. Lekarze uważają jednak, że zaproponowana im kwota kontraktu jest stanowczo za niska. Nie tylko z tego powodu pojawiają się głosy, by z decyzją o zmianie formy zatrudnienia jeszcze się wstrzymać. Wszystko przez zapisy nowelizacji ustawy podwyżkowej. Zawiera ona zapis, zgodnie z którym w przypadku kontraktu z NFZ, kierownik samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej jest obowiązany 40 proc. tej kwoty, o którą wzrosło zobowiązanie funduszu wobec szpitala przeznaczyć na podwyżki dla osób zatrudnionych w zakładzie. „Trzeba się zastanowić, czy w momencie przejścia na całościowe kontrakty, lekarze będą podlegać temu 40-procentowemu wzrostowi. Interpretacja jest niejednoznaczna. Moi radcy prawni twierdzą, że chodzi tylko o pracowników etatowych. Być może warto zaczekać, uzyskać te środki, a dopiero później o nich rozmawiać. Gdyby te 40 proc. weszły na stałe do funduszu płac, a nie byliby nimi objęci lekarze na kontraktach, to szkoda tej kwoty” – mówi Marian Jaszewski, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Łomży.