Ad multos annos, panie Karolu! [od opiekuna sekcji]
Ad multos annos, panie Karolu! [od opiekuna sekcji]
Pan Karol właśnie obchodził setne urodziny. Nie jest jedynym stulatkiem na liście moich pacjentów, ale jest dla mnie postacią szczególną. Może przez historię swojego życia? Poznałem go prawie dwadzieścia lat temu jako osobę o ponadprzeciętnej kulturze osobistej, nienagannie ubraną, zawsze dbającą o formy w kontaktach zarówno ze mną, jak i innymi członkami zespołu mojej praktyki.
Gdyśmy się poznali, pan Karol zakończył właśnie działalność biznesową w Szwecji, do której wyemigrował kilkanaście lat wcześniej, będąc już na emeryturze. Teraz odbudowywał relacje z ojczyzną, a przede wszystkim ze starszym bratem, który samotnie mieszkał w Krakowie.

Życie pana Karola nie rozpieszczało. Urodził się tuż po wybuchu I wojny światowej, nie może więc jej pamiętać. Świetnie za to pamięta następną wojnę, w czasie której cudem uniknął śmierci i na piechotę, w absurdalnych okolicznościach, przemierzył kilkaset kilometrów. Jeszcze przed jej wybuchem ukończył studia prawnicze i inżynieryjne. Mając tak niepoślednie kwalifikacje, dodatkowo wzbogacone o unikalne doświadczenie zawodowe, został po zakończeniu wojny wcielony do wojska. Jedyną szansą na demobilizację była zgoda na pracę w cywilnych strukturach Ministerstwa Obrony, na co pan Karol, jako człowiek pragmatyczny, przystał.
Po przejściu na emeryturę w sześćdziesiątym roku życia, nie mogąc odnaleźć sensu w otaczającej go rzeczywistości, wykorzystał nadzwyczajny zbieg okoliczności i wraz z żoną, synem i córką wyemigrował do Szwecji, gdzie rozpoczął nowe życie. Z sukcesem, założył bowiem małą fabryczkę, która rozrosła się i przyniosła właścicielowi całkiem pokaźny dochód. Kilkanaście lat temu owdowiał, nieco później zmarła mu córka (już też po siedemdziesiątce). Z synem poróżnił się, a z wnukami, którzy nawet nie bardzo mówią po polsku, trudno było mu znaleźć wspólny język. Nic więc dziwnego, że coraz częściej chciał być bliżej brata, dla którego mógł stanowić wsparcie.
W mojej praktyce lekarza rodzinnego pan Karol zaczął się pojawiać najpierw jako osoba towarzysząca starszemu bratu. Wprawdzie brat bez jego pomocy dobrze sobie radził, samodzielnie prowadząc gospodarstwo domowe, zachowując w dziewiątej dekadzie życia pełną sprawność i samodzielność, jednak zdiagnozowano u niego kilka chorób przewlekłych, wymagających okresowej kontroli i systematycznej terapii. Swojego lekarza rodzinnego w Szwecji pan Karol znał głównie z towarzyskich gier w tenisa. Mnie również zaproponował grę jako sparingpartner, lojalnie ostrzegając, że dużych szans nie mam, bo on technikę ma perfekcyjną. W zimie regularnie jeździł na nartach, w lecie pływał. Jeszcze dwa lata temu w dwa dni pokonał samochodem dystans pomiędzy Krakowem a Sztokholmem, włączając w to także przeprawę promową. Zawsze uśmiechnięty, wyprostowany jak struna, tryskał zdrowiem i optymizmem. Nawet gdy był już dobrze po dziewięćdziesiątce, asystujący mi w pracy studenci nigdy nie dawali mu więcej niż siedemdziesiąt lat.
Aż wreszcie przyszedł kryzys. Pewnego dnia jego starszy brat zasłabł i został wzięty do szpitala, gdzie jeszcze tego samego dnia umarł w wieku 99 lat. Pan Karol zmienił się nie do poznania. Zniknął uśmiech i staranność w ubiorze, pojawił się natomiast kilkudniowy zarost i plamy na nienagannie wyglądających uprzednio spodniach. Gorzej spał, ubyło mu też kilka kilogramów. Początkowo nie umiał nawet mówić o swojej stracie, a jego przygnębienie było wszechogarniające. Poważnie zacząłem się już bać o jego rokowanie, jednak po kilku miesiącach dało się zaobserwować symptomy poprawy. Częste rozmowy lub zlecony antydepresant, a może jedno i drugie, zaczęły wreszcie przynosić skutek. Przybrał na wadze, nabrał chęci do życia.
Pewnego dnia oświadczył, że musi się wziąć za siebie. „Panie doktorze, jestem bogatym człowiekiem — powiedział. — Pieniędzy nie wezmę do grobu. Muszę zacząć się leczyć. Stać mnie na każdą terapię. Proszę mi tylko poradzić, do kogo się zgłosić. Najchętniej położyłbym się w szpitalu i wszechstronnie przebadał”.
Oniemiałem. Jak tylko mogłem, starałem się odwieść go od tego pomysłu. Swoją prośbę powtórzył jeszcze kilkakrotnie, a wreszcie przestał przychodzić. Nie widziałem go kilka miesięcy i naprawdę zaczynałem się martwić. Od pielęgniarki dowiedziałem się, że owszem był, żeby zrobić badania krwi, za które sam zapłacił. Podobno wyjechał też na trochę do Szwecji, gdzie wciąż ma drugie mieszkanie.
Wreszcie pojawił się znowu i od drzwi oświadczył: „Mam raka i o mało co nie umarłem na zawał serca”.
Zdrętwiałem po raz drugi. Posadziłem go jednak i zmusiłem do uporządkowanej narracji. Na własną rękę zrealizował swój plan diagnostyczny. Mało obchodziło mnie, z czyją pomocą. Wręczył mi wyniki badań diagnostycznych, z których wynikało, że ma znacznie podwyższone stężenie PSA, glukozy i lipidów. Z dumą pokazał mi też pokaźną listę zażywanych leków i powiedział, że szykuje się do biopsji prostaty, a najpewniej też do operacji. Dwadzieścia lat budowania relacji nie poszło jednak na marne. Liczbę leków udało nam się zmniejszyć o ponad połowę. O operacji prostaty obaj już zapomnieliśmy. Pozostałych leków nie chce jednak odstawić, więc wciąż pojawiają się omdlenia, których wcześniej nie było. Staram się też namówić go na rezygnację z prowadzenia samochodu, lecz zdecydowanie nie chce porzucić tego fragmentu swojej wolności.
Pewnie niemal każdy lekarz rodzinny ma wśród swoich pacjentów takiego pana Karola, a w niedalekiej przyszłości będzie miał ich jeszcze więcej. Starzenie się społeczeństwa i systematyczne wydłużanie się życia to coraz większe wyzwanie dla całego systemu ochrony zdrowia w Polsce. Już dzisiaj prawie jedna trzecia pacjentów zgłaszających się do naszych praktyk, to ludzie w wieku podeszłym1. W siódmej dekadzie życia połowa z nich cierpi przynajmniej na dwie choroby przewlekłe2. Niedostatek środków, brak spójnego modelu opieki geriatrycznej czy wreszcie śladowa obecność geriatrów w systemie ochrony zdrowia to argumenty przemawiające za udziałem lekarzy rodzinnych w tej opiece. Oczywiście, musimy podpatrywać innych, którym udało się zrobić to dobrze, jak choćby Szwecję, choć z jej zasobnością nie możemy się równać. Warto jednak czerpać wzorce od najlepszych i implementować je na miarę naszych sił i środków. W najbliższej przyszłości nie uciekniemy od poważnej dyskusji na te tematy. Zanim jednak zbudujemy nowy model opieki nad seniorami, to właśnie lekarze rodzinni muszą w znacznym stopniu wziąć na swoje barki ciężar walki o ich zdrowie i dobrostan. I powinni pamiętać, że — jak mawiał jeden z moich starych mistrzów — prognoza ważniejsza niż diagnoza. Ta prawda sprawdza się szczególnie w odniesieniu do ludzi w podeszłym wieku.
prof. UJ dr hab. n. med. Adam Windak, kierownik Zakładu Medycyny Rodzinnej UJ CM
Piśmiennictwo
1. Kurpas D.: Najczęstsze przyczyny zgłoszeń do lekarza rodzinnego. W: Medycyna rodzinna — podręcznik dla lekarzy i studentów. Pod red.: Windak A., Chlabicz S., Mastalerz-Migas A. Termedia, Poznań 2015.
2. Barnett K. et all.: Epidemiology of multimorbidity and implications for health care, research, and medical education: a cross-sectional study. Lancet, 2012; 380: 37-43.
Źródło: Puls Medycyny
Pan Karol właśnie obchodził setne urodziny. Nie jest jedynym stulatkiem na liście moich pacjentów, ale jest dla mnie postacią szczególną. Może przez historię swojego życia? Poznałem go prawie dwadzieścia lat temu jako osobę o ponadprzeciętnej kulturze osobistej, nienagannie ubraną, zawsze dbającą o formy w kontaktach zarówno ze mną, jak i innymi członkami zespołu mojej praktyki.
Gdyśmy się poznali, pan Karol zakończył właśnie działalność biznesową w Szwecji, do której wyemigrował kilkanaście lat wcześniej, będąc już na emeryturze. Teraz odbudowywał relacje z ojczyzną, a przede wszystkim ze starszym bratem, który samotnie mieszkał w Krakowie.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach