Kto zadba o nasze zdrowie?
Zmiany w sytuacji szpitali są nieuniknione. Trudniejszy do zdobycia pieniądz, bez znaczenia polski czy unijny, będzie wymagać zmian strukturalnych, organizacyjnych, operacyjnych i poszukiwania dodatkowych źródeł przychodu. Reguły staną się twarde.
Traktujemy zdrowie jako dobro najwyższe — wartość, której należy bronić za każdą cenę. Zakładamy przy tym, że państwo, którego jesteśmy obywatelami, postrzega zdrowie identycznie — gotowe jest wspierać nas w nadzwyczajny sposób w dążeniu do jego zachowania. Nic bardziej mylnego. Nasze zdrowie państwo postrzega w sposób szczególny. Cytując „Krajowe ramy strategiczne dla ochrony zdrowia 2014 — 2020”, czyli tzw. Policy Paper, „Celem głównym jest zwiększenie długości życia w zdrowiu jako czynnika wpływającego na jakość życia i wzrost gospodarczy w Polsce”. Państwo w sposób całkowicie dla siebie naturalny na nasze zdrowie patrzy przez pryzmat wzrostu gospodarczego. Wyjaśnijmy, że nie jest to tylko spojrzenie polskiego państwa, ale praktycznie każdej innej gospodarki. W dokumentach unijnych na pierwszym miejscu pojawia się promowanie włączenia społecznego. Zdrowie obywateli i ograniczanie nierówności w dostępie do opieki jest tylko środkiem wzrostu gospodarczego, będącego wynikiem takiego włączenia. To właśnie ta zmiana myślenia o zdrowiu, która zaszła w ostatnich dziesięcioleciach, nakazuje traktować wydatki na zdrowie jako inwestycję. A inwestycja, jak to inwestycja, musi przynosić zwrot.