Potrzebne jest ponowne zdefiniowanie roli lekarza rodzinnego
Potrzebne jest ponowne zdefiniowanie roli lekarza rodzinnego
Nadchodzący rok będzie prawdziwym eksperymentem na „żywym organizmie” systemu ochrony zdrowia. O wydarzeniach z przełomu roku, a także wyzwaniach i potrzebach medycyny rodzinnej rozmawiamy z prof. Adamem Windakiem, byłym konsultantem krajowych w dziedzinie medycyny rodzinnej, kierownikiem Zakładu Medycyny Rodzinnej Collegium Medicum UJ i koordynatorem Regionalnego Ośrodka Kształcenia Lekarzy Rodzinnych.
Jak pan ocenia przebieg kolejnego — przed nowym rokiem — sporu lekarzy rodzinnych z Ministerstwem Zdrowia?
Działań, jakie miały miejsce na przełomie roku, nie sposób ocenić dobrze. Źle się stało, iż doszło do takiego zaostrzenia konfliktu na linii ministerstwo-lekarze, że doprowadziło to do zamknięcia gabinetów poz. Przez kilka dni pacjenci w wybranych regionach kraju byli pozbawieni opieki swoich lekarzy rodzinnych, co jest zdarzeniem niekorzystnym. Źle również, że przy okazji padło mnóstwo niepotrzebnych słów ze strony twórców systemu ochrony zdrowia. Nie przysłużyło się to relacji lekarz-pacjent, której jakość jest kluczowa z perspektywy interesu publicznego. Obowiązkiem rządzących jest ją wzmacniać, a nie osłabiać. To tak naprawdę jeden z podstawowych kluczy do poprawy efektywności całego systemu ochrony zdrowia. W mojej ocenie, to największa szkoda, jaka się zdarzyła w tym czasie.
Tuż przed eskalacją konfliktu zdecydował się pan na rezygnację z funkcji konsultanta krajowego w dziedzinie medycyny rodzinnej. Co było powodem tej decyzji?
Bycie konsultantem krajowym to niezwykle obciążające zadanie i obowiązek. Nie jest to przy tym główne zajęcie każdej z osób pełniących te funkcje. Podejmuje się je zazwyczaj z troski o reprezentowaną dyscyplinę. Zbieżność czasowa spowodowała, że zrezygnowałem z funkcji tuż przez eskalacją napięcia. Jednak jako konsultant krajowy wielokrotnie opiniowałem proponowane przez ministerstwo zmiany (m.in. w różnorodnych gremiach) i za każdym razem podchodziłem do nich krytycznie. W mojej ocenie, reforma została przygotowała zbyt szybko, zabrakło w niej symulacji i wyliczeń, nie mówiąc już o pilotażu, bo jego potrzebę podnosili wszyscy, którym zależy na prawidłowo działającym systemie poz.
Jednak moja rezygnacja była przede wszystkim związana z bardzo złą komunikacją z Ministerstwem Zdrowia w obszarze, który wkrótce może również okazać się kryzysowy, a dotyczy kształcenia podyplomowego lekarzy w zakresie medycyny rodzinnej. Uważam, że ten temat wymaga szybkich konsultacji i zdecydowanych działań, natomiast Ministerstwo Zdrowia zdaje się być opieszałe czy wręcz niechętne do przeprowadzania koniecznych zmian. To właściwie przeważyło w mojej decyzji o wycofaniu się z pełnionej funkcji.
Ten rok będzie dla medycyny rodzinnej przełomowy. Jak będzie funkcjonowała podstawowa opieka zdrowotna? Jakich zmian potrzebuje medycyna rodzinna?
Obecnie bardzo potrzebna jest dyskusja nad rolą i miejscem lekarza rodzinnego w systemie ochrony zdrowia. Ponad dwadzieścia lat funkcjonowania medycyny rodzinnej dało nam unikalne doświadczenie, które wskazuje po pierwsze na potrzebę ponownego zdefiniowania roli lekarza rodzinnego, a po drugie sfinalizowania niedokończonej reformy systemu poz.
W mojej ocenie, medycyna rodzinna mocno przyczyniła się do poprawy stanu systemu ochrony zdrowia. Gdyby dodatkowo wzmocnić system kształcenia ustawicznego lekarzy rodzinnych i stworzyć im bezpieczne warunki do prowadzenia praktyk, wówczas poz funkcjonowałby jeszcze lepiej. Minister zdrowia powinien w trybie pilnym zająć się kwestią kształcenia lekarzy, bo to, co obecnie jest nam proponowane, nie tylko nie przystaje do realiów, ale również zagraża ciągłości procesu kształcenia.
Cieszy nas natomiast rosnące zainteresowanie medycyną rodzinną jako specjalizacją — w ostatnim postępowaniu kwalifikacyjnym w wielu przypadkach liczba kandydatów była zdecydowanie większa niż liczba miejsc przewidzianych przez ministerstwo. Od dawna tak nie było. To cieszy, bo młodzi lekarze w końcu dostrzegli, że medycyna rodzinna jest ciekawą ścieżką kariery zawodowej.
Przez ostatnie 20 lat powstała nie tylko dyscyplina, ale także silne środowisko medycyny rodzinnej ze wszystkimi jego atrybutami. To wartość sama w sobie, która powinna być nie tylko doceniana, ale również pielęgnowana przez władzę publiczną, bo od lekarzy rodzinnych zależą podwaliny systemu ochrony zdrowia. Wcześniej podstawową opiekę sprawowali zazwyczaj lekarze, którzy nie zrealizowali swej kariery w innych dziedzinach i właściwie dokonywali wyboru negatywnego. Obecnie duża grupa młodych lekarzy wybiera medycynę rodzinną na ścieżkę kariery, która pozwala im nie tylko pracować z pacjentami, ale również wykazywać się w badaniach naukowych.
Na przełomie roku faktycznie padło wiele przykrych słów, niekiedy próbujących zdyskredytować organizacje zrzeszające lekarzy rodzinnych...

Rzeczywiście, pojawiły się głosy podważające zasadność istnienia takich organizacji, jak Federacja Porozumienie Zielonogórskie. Roztrząsano m.in., komu taka organizacja ma służyć. Odpowiedź jest jasna — służy ona pacjentom. FPZ skupia lekarzy uprawiających medycynę rodzinną i stanowiących część środowiska, na które nie można się obrażać i zamykać oczu. Dobrze, że lekarze dbają o swój warsztat pracy, że nie jest im obojętnie, jak w ich gabinetach udzielane będą świadczenia z zakresu poz. W medycynie rodzinnej jest bardzo wiele do zrobienia i można się cieszyć, że te zmiany są oddolnie opiniowane przez lekarzy.
Środowisko lekarzy rodzinnych ze wzburzeniem przyjęło przekaz, jaki w czasie eskalacji konfliktu płynął z gmachu przy Miodowej...
Moja opinia nie będzie tu odosobniona, gdyż lekarze zdecydowanie źle odebrali działania resortu zdrowia. Mamy tu do czynienia z pewnym paradoksem. Jednym z głównych i jednocześnie agresywnych argumentów podniesionych w trakcie konfliktu było wypomnienie, że lekarze-biznesmeni myślą przede wszystkim o finansach i działalności biznesowej, a nie o etyce i misji zawodowej. Podstawową sprzecznością jest fakt, że działalność lecznicza została ustawowo przyjęta jako działalność gospodarcza (w domyśle zarobkowa). I co najważniejsze — lekarzy rodzinnych zachęcano do zakładania tego typu działalności i praktyk.
Kilkanaście lat temu lekarze rzeczywiście zdecydowali się na proponowane rozwiązanie, a teraz tych samych lekarzy oskarża się o „biznesowe” podejście. Jest rzeczą oczywistą, że prowadząc działalność gospodarczą należy kalkulować rachunek kosztów oraz ryzyko z nim związane. Robienie zarzutów z tego przedsiębiorczego myślenia jest w moim odczuciu nie tylko ogromnym nieporozumieniem, ale również bardzo krzywdzące dla całego środowiska. To, że lekarze rodzinni prowadzący swoje praktyki myślą jak przedsiębiorcy, nie powoduje, że przestają myśleć jak lekarze.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Rozmawiała Marta Markiewicz
Nadchodzący rok będzie prawdziwym eksperymentem na „żywym organizmie” systemu ochrony zdrowia. O wydarzeniach z przełomu roku, a także wyzwaniach i potrzebach medycyny rodzinnej rozmawiamy z prof. Adamem Windakiem, byłym konsultantem krajowych w dziedzinie medycyny rodzinnej, kierownikiem Zakładu Medycyny Rodzinnej Collegium Medicum UJ i koordynatorem Regionalnego Ośrodka Kształcenia Lekarzy Rodzinnych.
Jak pan ocenia przebieg kolejnego — przed nowym rokiem — sporu lekarzy rodzinnych z Ministerstwem Zdrowia?Działań, jakie miały miejsce na przełomie roku, nie sposób ocenić dobrze. Źle się stało, iż doszło do takiego zaostrzenia konfliktu na linii ministerstwo-lekarze, że doprowadziło to do zamknięcia gabinetów poz. Przez kilka dni pacjenci w wybranych regionach kraju byli pozbawieni opieki swoich lekarzy rodzinnych, co jest zdarzeniem niekorzystnym. Źle również, że przy okazji padło mnóstwo niepotrzebnych słów ze strony twórców systemu ochrony zdrowia. Nie przysłużyło się to relacji lekarz-pacjent, której jakość jest kluczowa z perspektywy interesu publicznego. Obowiązkiem rządzących jest ją wzmacniać, a nie osłabiać. To tak naprawdę jeden z podstawowych kluczy do poprawy efektywności całego systemu ochrony zdrowia. W mojej ocenie, to największa szkoda, jaka się zdarzyła w tym czasie.Tuż przed eskalacją konfliktu zdecydował się pan na rezygnację z funkcji konsultanta krajowego w dziedzinie medycyny rodzinnej. Co było powodem tej decyzji?Bycie konsultantem krajowym to niezwykle obciążające zadanie i obowiązek. Nie jest to przy tym główne zajęcie każdej z osób pełniących te funkcje. Podejmuje się je zazwyczaj z troski o reprezentowaną dyscyplinę. Zbieżność czasowa spowodowała, że zrezygnowałem z funkcji tuż przez eskalacją napięcia. Jednak jako konsultant krajowy wielokrotnie opiniowałem proponowane przez ministerstwo zmiany (m.in. w różnorodnych gremiach) i za każdym razem podchodziłem do nich krytycznie. W mojej ocenie, reforma została przygotowała zbyt szybko, zabrakło w niej symulacji i wyliczeń, nie mówiąc już o pilotażu, bo jego potrzebę podnosili wszyscy, którym zależy na prawidłowo działającym systemie poz.Jednak moja rezygnacja była przede wszystkim związana z bardzo złą komunikacją z Ministerstwem Zdrowia w obszarze, który wkrótce może również okazać się kryzysowy, a dotyczy kształcenia podyplomowego lekarzy w zakresie medycyny rodzinnej. Uważam, że ten temat wymaga szybkich konsultacji i zdecydowanych działań, natomiast Ministerstwo Zdrowia zdaje się być opieszałe czy wręcz niechętne do przeprowadzania koniecznych zmian. To właściwie przeważyło w mojej decyzji o wycofaniu się z pełnionej funkcji.Ten rok będzie dla medycyny rodzinnej przełomowy. Jak będzie funkcjonowała podstawowa opieka zdrowotna? Jakich zmian potrzebuje medycyna rodzinna?Obecnie bardzo potrzebna jest dyskusja nad rolą i miejscem lekarza rodzinnego w systemie ochrony zdrowia. Ponad dwadzieścia lat funkcjonowania medycyny rodzinnej dało nam unikalne doświadczenie, które wskazuje po pierwsze na potrzebę ponownego zdefiniowania roli lekarza rodzinnego, a po drugie sfinalizowania niedokończonej reformy systemu poz.W mojej ocenie, medycyna rodzinna mocno przyczyniła się do poprawy stanu systemu ochrony zdrowia. Gdyby dodatkowo wzmocnić system kształcenia ustawicznego lekarzy rodzinnych i stworzyć im bezpieczne warunki do prowadzenia praktyk, wówczas poz funkcjonowałby jeszcze lepiej. Minister zdrowia powinien w trybie pilnym zająć się kwestią kształcenia lekarzy, bo to, co obecnie jest nam proponowane, nie tylko nie przystaje do realiów, ale również zagraża ciągłości procesu kształcenia.Cieszy nas natomiast rosnące zainteresowanie medycyną rodzinną jako specjalizacją — w ostatnim postępowaniu kwalifikacyjnym w wielu przypadkach liczba kandydatów była zdecydowanie większa niż liczba miejsc przewidzianych przez ministerstwo. Od dawna tak nie było. To cieszy, bo młodzi lekarze w końcu dostrzegli, że medycyna rodzinna jest ciekawą ścieżką kariery zawodowej.Przez ostatnie 20 lat powstała nie tylko dyscyplina, ale także silne środowisko medycyny rodzinnej ze wszystkimi jego atrybutami. To wartość sama w sobie, która powinna być nie tylko doceniana, ale również pielęgnowana przez władzę publiczną, bo od lekarzy rodzinnych zależą podwaliny systemu ochrony zdrowia. Wcześniej podstawową opiekę sprawowali zazwyczaj lekarze, którzy nie zrealizowali swej kariery w innych dziedzinach i właściwie dokonywali wyboru negatywnego. Obecnie duża grupa młodych lekarzy wybiera medycynę rodzinną na ścieżkę kariery, która pozwala im nie tylko pracować z pacjentami, ale również wykazywać się w badaniach naukowych.Na przełomie roku faktycznie padło wiele przykrych słów, niekiedy próbujących zdyskredytować organizacje zrzeszające lekarzy rodzinnych...
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach