Ostrzej, ale bez skalpela: Solo czy w duecie
W naszym pięknym kraju już teraz brakuje dwadzieścia tysięcy pielęgniarek i położnych. Odchodzą na wcześniejsze emerytury, wyjeżdżają do pracy w zachodniej Europie, zmieniają zawód i życiowe zajęcia. Bo w misyjnym naśladownictwie Florence Nightingale nie dostrzegają już szansy na życiową stabilizację. Są rozczarowane i rozżalone traktowaniem ich przez władze państwowe. Ale także przez środowisko młodych i starszych lekarzy, które — ich zdaniem — myśli tylko o sobie. I nigdy tak naprawdę nie wstawiło się za podniesieniem prestiżu pielęgniarek i położnych.
W marcu GUS ujawnił, że średnie zarobki lekarzy w sektorze publicznym wyniosły 7150,28 zł, zaś w sektorze prywatnym 8152,29 zł. Konia z rzędem temu, kto namówi polskiego luminarza medycyny do ujawnienia swoich dochodów w kraju i za granicą, chronionych z mocy prawa. Oni nie strajkują ani głodują, co najwyżej zrzekają się urzędu konsultanta wojewódzkiego lub krajowego, jeśli są mocno naciskani na majątkowe wyznania.