Leki stały się bardzo ważną częścią naszego życia. Są także istotnym elementem biznesu, gospodarki narodowej, przemysłu i handlu. Na produkcji i sprzedaży leków zarabia wiele firm, poczynając od laboratoriów i ośrodków badawczych, przez producentów, dystrybutorów, marketing, media, Internet (µ 19), banki, handel detaliczny, na grupach operujących w szarej strefie kończąc. Wszyscy czerpią korzyści z tego, że pacjenci kupują i przyjmują leki — przy czym w dużej części płaci za to budżet państwa w systemie refundacji.
Ten artykuł czytasz w
ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Jeśli się nad tym dobrze zastanowić, to poza budżetem państwa (a i to wyłącznie w krótkiej perspektywie czasowej), wszyscy mają żywy, finansowy interes w tym, żeby leków sprzedawało się jak najwięcej. Ergo — żebyśmy wszyscy zażywali ich jak najwięcej. Wszyscy więc działają. Ubocznym efektem tych działań jest między innymi polipragmazja. O potrzebie kontrolowania konsumpcji leków i zagrożeniach związanych z wielolekowością coraz głośniej mówi się w środowisku lekarskim i farmaceutycznym (µ 11). Ma ona znaczenie zwłaszcza w kontekście intensywnych działań reklamowych i rosnącego nieustannie obrotu pozaaptecznego lekami wydawanymi bez recepty.
Paradoksalnie, rządowy program darmowych leków dla osób powyżej 75. roku życia także przyczyni się do zwiększenia ich konsumpcji. Jego celem jest przecież między innymi zapobieganie sytuacji, gdy pacjent nie wykupuje wszystkich przepisanych leków, ponieważ go na to nie stać. Dlatego pozytywnym sygnałem jest podkreślenie przez ministra zdrowia, że wprowadzeniu darmowych leków powinna towarzyszyć ścisła kontrola ich przepisywania i wydawania (µ 10).
Drugą stroną medalu, a można by rzec — blistra, jest niedostępność niektórych leków. Od lat trwa walka o to, aby polscy pacjenci mieli szybszy dostęp do nowych, innowacyjnych preparatów, by nie czuli się gorzej taktowani. Symbolem tej walki były (i są) leki inkretynowe, wciąż nieobecne na listach refundacyjnych. Dziesiątki innych innowacyjnych leków, których przykłady można mnożyć (µ 14), wciąż pozostają w sferze marzeń polskich lekarzy i ich pacjentów, zwłaszcza w onkologii i chorobach rzadkich.
Dysponenci środków publicznych tłumaczą, że Polski nie stać na refundację wszystkich terapii. I słusznie, nie ma państwa na świecie, które byłoby w stanie tego dokonać. Dyskusja jest jednak trudna, ponieważ w jej tle, a właściwie to chyba na pierwszym planie, pozostają pacjenci — troszczący się o swoje życie i zdrowie, walczący o leki. Jesteśmy więc skazani na przeciąganie liny oraz ciągłe deliberacje, na co przeznaczyć pieniądze. Dlatego ważne jest, aby w tych sprzecznych racjach znaleźć złoty środek. Warto więc zażywać tylko te leki, które są potrzebne. I nie łykać wszystkiego, co nam polecają w reklamach, nawet jeśli są to osoby w białych kitlach.
[email protected]
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Krzysztof Jakubiak, redaktor naczelny
Leki stały się bardzo ważną częścią naszego życia. Są także istotnym elementem biznesu, gospodarki narodowej, przemysłu i handlu. Na produkcji i sprzedaży leków zarabia wiele firm, poczynając od laboratoriów i ośrodków badawczych, przez producentów, dystrybutorów, marketing, media, Internet (µ 19), banki, handel detaliczny, na grupach operujących w szarej strefie kończąc. Wszyscy czerpią korzyści z tego, że pacjenci kupują i przyjmują leki — przy czym w dużej części płaci za to budżet państwa w systemie refundacji.
Jeśli się nad tym dobrze zastanowić, to poza budżetem państwa (a i to wyłącznie w krótkiej perspektywie czasowej), wszyscy mają żywy, finansowy interes w tym, żeby leków sprzedawało się jak najwięcej. Ergo — żebyśmy wszyscy zażywali ich jak najwięcej. Wszyscy więc działają. Ubocznym efektem tych działań jest między innymi polipragmazja. O potrzebie kontrolowania konsumpcji leków i zagrożeniach związanych z wielolekowością coraz głośniej mówi się w środowisku lekarskim i farmaceutycznym (µ 11). Ma ona znaczenie zwłaszcza w kontekście intensywnych działań reklamowych i rosnącego nieustannie obrotu pozaaptecznego lekami wydawanymi bez recepty.