Skazani na wieczysty duet [Ostrzej, ale bez skalpela]
Skazani na wieczysty duet [Ostrzej, ale bez skalpela]
Rozczaruję pewnie tych czytelników, którzy oczekiwaliby eseju o gorących uniesieniach lekarza i pielęgniarki na nocnych dyżurach w szpitaliku gdzieś w okolicach wschodniej rubieży. Nie będzie też o szczęśliwych małżeństwach przedstawicieli obojga zawodów. Nic z tych rzeczy! Miłość i szacunek pochodzą od człowieka, a nie od jego zawodu. To tyle na rozgrzewkę...
Mam naiwne przekonanie, że związki polskiego lekarza i pielęgniarki nie powinny już być żadnym zawodowym mezaliansem. Zachodnia medycyna już dawno sobie z tym poradziła. Nasza ciągle miota się, co z tym zrobić. Na śmietniku historii wylądowało wreszcie przekonanie, że niegrzecznej i nieposłusznej pielęgniarce „bogowie w białych kitlach” mogli wymierzać klapsa. W sensie dosłownym i przenośnym. Diabli również porwali wątpliwą tezę, że do zawodu pielęgniarek wstępują dziewczęta, którym nie udało się dostać na medycynę i spełnić marzeń rodziców o „lekarzowaniu”. Bo rekrutacja do tego zawodu obecnie w Polsce woła o pomstę do niebios i ociera się o społeczne tsunami. To już dawno przestał być atrakcyjny zawód dla młodej i wrażliwej polskiej maturzystki. Zbyt niski prestiż społeczny, marne wynagrodzenie, praca zmianowa, w niedziele i święta, beznadziejna perspektywa... Poza tym idea służby wydaje się im zgraną narracją poświęcających się starych panien. Kontrast między pretensjonalnością a realnym życiem przybrał odcień aż nadto wyrazisty.

Taka sama maturzystka urodzona w Szwecji, która zostaje tam pielęgniarką nie jest żadną pomocnicą pana doktora, ale uczestniczy w procesie diagnostycznym pacjenta; ma prawo do samodzielnego myślenia, bo to ona obserwuje go przez kilka godzin dziennie, a nie lekarz.
Szwedzka pielęgniarka stoi na czele zespołu terapeutycznego złożonego z asystentek, fizjoterapeutów i terapeutów zajęciowych. Oczywiście, ostateczną decyzję podejmuje zawsze lekarz, który nie waha się wysłuchać i przemyśleć partnerskich uwag pielęgniarki. Szwedzki pracodawca ma obowiązek dbać również o rozwój zawodowy, który będzie uwzględniał potrzeby wynikające z obowiązków zawodowych pielęgniarki lub położnej.
Świnoujście od szwedzkiego Ystad dzieli tylko 180 kilometrów promem. Niby ta sama Unia Europejska, a jakże inny wyraz troski o pacjenta. Równoprawny model relacji lekarz/pielęgniarka-pacjent jest ciągle niedościgłym ideałem w naszej służbie zdrowia. Do doskonałości trzeba dążyć, eliminując wszystko, co leży na drodze do jej osiągnięcia. A zatem partnerska troska o chorego będzie w pełni możliwa wówczas, gdy z polskich szpitali zniknie zjawisko nękania psychicznego, dyskryminacji i prześladowania w miejscu pracy.
Zdumiewa mnie jednak, że wiele doświadczonych już pielęgniarek nie poradziło sobie po latach z żalem medycznego niespełnienia i nadal nosi go w sobie. Ośmieszanie młodych lekarzy i studentów w salach chorych przez pielęgniarki jest ciągle tego dowodem. Czynnikiem, który podgrzewa ten konflikt, jest przepaść finansowa, jaka ciągle dzieli te dwie najistotniejsze dziś szpitalne profesje. Najwyższy czas, by pożegnać się z tymi niemądrymi fobiami, uprzedzeniami, pretensjami i resentymentami lekarzy i pielęgniarek. Bo cierpi na tym nie tylko pacjent, ale i zdrowy rozsądek.
Powiem szczerze, że pozytywnie mnie zatkało, kiedy dowiedziałem się że resort zdrowia zmierza ku temu, aby lekarze pierwszego kontaktu wspólnie z pielęgniarką i położną oferowali pacjentom więcej badań specjalistycznych. To mogłaby być prawdziwa uwertura do nowoczesnego partnerstwa. Idzie przecież o to, by prowadzili wspólne listy pacjentów, którzy dzięki temu otrzymywaliby kompleksową, skoordynowaną opiekę medyczną. Jeśli lekarz i pielęgniarka wykonują pracę w jednym miejscu, łatwiej uzgadniać sposób opieki nad pacjentem, np. planować działania profilaktyczne i diagnostyczne, zapewnić wykonywanie zastrzyków czy analizować historię choroby pacjenta.
Tymczasem środowisko pielęgniarskie tupnęło nogą: po co zmieniać coś, co funkcjonuje i współpraca gabinetów lekarzy i pielęgniarek układa się bardzo dobrze. Korporacja pielęgniarska przypomina, że pielęgniarka jest samodzielnym zawodem. Obawia się, że jeśli pielęgniarka przeszłaby do pracy do przychodni lekarskiej, nie miałaby w ogóle czasu, aby jeździć do obłożnie chorych. Zajmowałaby się tylko robieniem zastrzyków w przychodni i pisaniem raportów.
Dziś pielęgniarka rodzinna może wybrać pomiędzy dwiema formami wykonywania zawodu: etatem w przychodni lekarza rodzinnego oraz działalnością gospodarczą i samodzielnie podpisanym z NFZ kontraktem na świadczenia pielęgniarskie. W Małopolsce zaledwie co trzecia, a w Wielkopolsce już tylko co dziesiąta pielęgniarka pozostała na etacie. Reszta z nich uważa, że lekarze nie są zbyt hojni. Jeśli przychodnia lekarza rodzinnego ma na etacie pielęgniarkę i świadczy też takie usługi, dostaje z funduszu co miesiąc ok. 7150 zł. Niestety, w ramach pensji pielęgniarki nie otrzymują często nawet połowy tej kwoty.
Lekarz i pielęgniarka powinni tworzyć zgrany duet, nawet jeśli niezbyt się lubią. Bo na dobrą sprawę nie chodzi o to, kto na czym gra, ale kto komu akompaniuje. Czułe ucho pacjenta bez trudu wychwyci, kto fałszuje i nie trzyma tonacji. Poza tym nic nie stoi na przeszkodzie, aby to pielęgniarki zatrudniały w swoich podmiotach leczniczych lekarzy. I to nie będzie wcale zamach stanu.
Rozczaruję pewnie tych czytelników, którzy oczekiwaliby eseju o gorących uniesieniach lekarza i pielęgniarki na nocnych dyżurach w szpitaliku gdzieś w okolicach wschodniej rubieży. Nie będzie też o szczęśliwych małżeństwach przedstawicieli obojga zawodów. Nic z tych rzeczy! Miłość i szacunek pochodzą od człowieka, a nie od jego zawodu. To tyle na rozgrzewkę...
Mam naiwne przekonanie, że związki polskiego lekarza i pielęgniarki nie powinny już być żadnym zawodowym mezaliansem. Zachodnia medycyna już dawno sobie z tym poradziła. Nasza ciągle miota się, co z tym zrobić. Na śmietniku historii wylądowało wreszcie przekonanie, że niegrzecznej i nieposłusznej pielęgniarce „bogowie w białych kitlach” mogli wymierzać klapsa. W sensie dosłownym i przenośnym. Diabli również porwali wątpliwą tezę, że do zawodu pielęgniarek wstępują dziewczęta, którym nie udało się dostać na medycynę i spełnić marzeń rodziców o „lekarzowaniu”. Bo rekrutacja do tego zawodu obecnie w Polsce woła o pomstę do niebios i ociera się o społeczne tsunami. To już dawno przestał być atrakcyjny zawód dla młodej i wrażliwej polskiej maturzystki. Zbyt niski prestiż społeczny, marne wynagrodzenie, praca zmianowa, w niedziele i święta, beznadziejna perspektywa... Poza tym idea służby wydaje się im zgraną narracją poświęcających się starych panien. Kontrast między pretensjonalnością a realnym życiem przybrał odcień aż nadto wyrazisty.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach