„Obecnie największym problemem jest brak metod, dzięki którym moglibyśmy wcześnie wykrywać tę chorobę. Kiedy pojawiają się zewnętrze objawy, ubytek komórek nerwowych może sięgać już kilkudziesięciu procent” — mówi prof. Michael Davidson, prezes cenionego na świecie Centrum Alzheimera, współzałożyciel Angel Care, kompleksowego centrum opieki dla seniorów.
„Klucz do rozpoczęcia właściwej opieki i terapii osób z chorobą Alzheimera znajduje się w rękach lekarzy poz. Jeżeli oni nie zwrócą uwagi na to, że pacjent jest otępiały, z dużym prawdopodobieństwem nie znajdzie on pomocy” — podkreśla prof. Maria Barcikowska-Kotowicz, kierownik Kliniki Neurologii Centralnego Szpitala Klinicznego MSW w Warszawie.
Choroba Alzheimera jest najczęstszą przyczyną otępienia, ale może być ono związane również z patologią naczyń mózgowych, innymi pierwotnymi zwyrodnieniami, rzadziej rozpoznawanymi. „W kompetencjach lekarza pierwszego kontaktu jest zwrócenie uwagi, że dzieje się coś nieprawidłowego, ale zanim rozpozna otępienie, powinien pomyśleć o depresji, dającej u niektórych starych ludzi identyczne objawy. Powinien zlecić panel badań wykluczających zespoły niedoborowe, metaboliczne, problemy alkoholowe, a nawet nowotwór, który nierzadko wiąże się z otępieniem” — radzi prof. Barcikowska-Kotowicz.
Jednak stawianie diagnozy w realiach szpitalnych jest działaniem ewidentnie wbrew interesom chorego. „To pacjenci, którzy nierzadko reagują objawami delirium, są pobudzeni, boją się. W takich okolicznościach prawidłowa diagnostyka jest absolutnie niemożliwa” — uważa prof. Barcikowska-Kotowicz.
Zdaniem specjalistki, idealnym rozwiązaniem w opiece nad pacjentami zagrożonymi otępieniem byłby powrót do schematu działającego przed laty, a zlikwidowanego przez NFZ w 2006 r. Chodzi o uruchomienie poradni jednego dnia, gdzie pacjenci z podejrzeniem np. choroby Alzheimera trafialiby na obserwację do zespołu, w którego skład wchodziliby neurolog, psychiatra i geriatra. Zespól ten przekazywałby pacjenta lekarzowi rodzinnemu ze szczegółowymi zaleceniami.
„To dobrze działało, ale z jakichś powodów NFZ uznał, że nie jest korzystne. W efekcie obecnie system praktycznie nie dostrzega problemu chorych z otępieniem, a dramatycznie przybiera on na znaczeniu” — mówi prof. Barcikowska-
-Kotowicz.
Choroba Alzheimera
Zaczyna się od kłopotów z pamięcią i „gubienia się” w codziennych czynnościach
Choroba dotyka gównie ludzi w wieku 65+. Ryzyko wcześniejszego zachorowania wynosi zaledwie 1 proc. Warto przyglądać się codziennemu funkcjonowaniu osób w wieku podeszłym. Pytać, jak sobie radzą z rutynowymi czynnościami, czy mają kłopoty z pamięcią, tracą orientację w nowym miejscu, „gubią się”, mają trudności z płaceniem rachunków, wolniej wykonują pracę. To pierwsze sygnały alarmowe.
Obecnie choroba jest nieodwracalna, ale wczesne wykrycie pozwala na podjęcie walki o ochronę neuronów i wydłużenie ich żywotności.
W pierwszym stadium alzheimera (trwa 2-5 lat) osoba chora ma przede wszystkim kłopoty z pamięcią, a także nauką czegoś nowego. Chory ma już głęboko zaburzony racjonalny osąd sytuacji i zdarzeń. Na tym etapie najbliższym jeszcze stosunkowo łatwo jest opiekować się chorym.
Drugie stadium choroby (2-12 lat) cechuje bardziej zaburzona pamięć, chory zapomina imion dzieci, nie ufa bliskim, unika ludzi i błądzi nawet w znanym otoczeniu. Pojawiają się zaburzenia równowagi, a nawet upadki. Trzecie stadium (1 rok-3 lata) jest dla rodziny osoby chorej najtrudniejsze. Kontakt z chorym jest drastycznie ograniczony (do pojedynczych słów), występuje brak kontroli czynności fizjologicznych. Taka osoba najczęściej wymaga nieustannej opieki.