Pudrowanie zaufania
Pudrowanie zaufania
Tajemnica lekarska to chyba najważniejszy kanon etyki lekarskiej. Pacjent często szczerzej zwierza się lekarzowi z ostrych zakrętów swojego życia niż kapłanowi w konfesjonale. Naruszenie tajemnicy lekarskiej to nie jakieś tam plotkarstwo czy nawet wykroczenie kodeksowe, ale powód do blamażu i niesławy, żeby nie powiedzieć — do zawodowego samobójstwa. Nie na darmo tajne policje polityczne starają się o pozyskanie wśród lekarzy i pielęgniarek swoich agentów jako bezcennych depozytariuszy ludzkich sekretów. Nierzadko z powodzeniem, ale historia medycyny zna też bohaterskie postawy medyków, którzy obronę tego kanonu okupili utratą życia lub wolności.
W gruncie rzeczy tajemnica lekarska nie jest jakaś tajemną wiedzą lekarzy, lecz tajemnicą pacjentów powierzaną lekarzom. Dotychczas nawet śmierć pacjenta nie zwalniała lekarza z zachowania tajemnicy. Władny był tylko sąd na wniosek prokuratora. Ale nagle najskrytsze sekrety pacjentów, za sprawą zmian w prawie z 2016 roku, można wywlekać na światło dzienne. Wystarczy zgoda bliskich zmarłego.

Pal diabli takie sekrety, że oddziałowa z ortopedii już czwarty raz w tym roku korzysta ze zwolnienia lekarskiego od ginekologa. Ale już domaganie się w procesie spadkowym, przez skłócone rodzeństwo ujawnienia przeszłości medycznej jednego z rodziców, budzi lęk o to, czy zaufanie pacjenta do lekarza jest jeszcze możliwe. Osoby bliskie mogą teraz zażądać takich informacji, a lekarz musi je ujawnić. Trudno dociec, co Suweren chciał przez to osiągnąć. Lekarz zamiast leczyć, będzie teraz ustalał osoby bliskie.
Na pozyskanie tajemnicy lekarskiej ma chrapkę również wywiad gospodarczy, wspierany przez przemysł medyczny. Często niewinne z pozoru uprzejmości lekarza wobec koncernów lekowych, niemal niepostrzeżenie dryfują w kierunku dyspozycyjności wobec nich. Na konflikt interesów najbardziej narażeni są podobno politycy, dziennikarze i prawnicy, ale niestety lekarze zajmują na tej liście również wysoką pozycję. Szkoda, że do rangi normalności nie zalicza się dziś wewnętrznego imperatywu postawienia sobie przez każdego lekarza kilku pytań: jaki jest cel współpracy; jaki będzie charakter zależności, która powstanie w wyniku współpracy; jaki będzie stosunek do tej współpracy ze strony pacjentów, środowiska lekarskiego i opinii publicznej. Chyba i tym razem ryba psuje się od głowy.
Dajmy na chwilę spokój zapracowanym lekarzom. A co na to zjadacz chleba powszedniego, czyli potencjalny pacjent? Czy takie rozważania go w ogóle obchodzą? Czy współczesny pacjent to jeszcze sojusznik lekarza, czy po prostu klient „po zdrowie” w jego gabinecie?
Zdaniem wielu medyków, polski pacjent to dla lekarza przeciwnik wagi ciężkiej. Niby jeszcze nie wróg, ale osobnik przekonany, że lekarz to niedouczony konował, a jedyny powód, dla którego z nim rozmawia, to chęć wzbogacenia się. Wdzięczność od dziesięcioleci kojarzyła mu się wyłącznie z kopertą wciskaną lekarzowi pod biurkiem.
Przykładów niewdzięczności pacjentów jest za to bez liku. Wystarczy zajrzeć na internetowe fora. Doniesienia, bezpodstawne oskarżenia, fizyczna agresja, piętrowe inwektywy. Moda na pastwienie się nad medykami owładnęła ostatnio nawet X Muzę. „Leczenie grozi śmiercią” — czytamy na kinowych anonsach i plakatach, zachęcających do obejrzenia „Botoksu”. Artyści są podobno naszym sumieniem, więc wypada spuścić zasłonę milczenia na ich prowokacje intelektualne. Chciałbym użyć stonowanych słów, opisując moje wrażenia z nudnego seansu, ale chyba się nie da. Bo nie bardzo wiem, kogo może wzruszyć lub rozbawić film, gdzie w prawie każdym dialogu padają bluzgi i chamskie odzywki. Czy zaufanie można zbudować językiem rodem z rynsztoka?
Nie mam wątpliwości, że współczesnego lekarza powinna charakteryzować bardzo gruba skóra. I nie chodzi o znieczulicę czy lekceważenie pacjentów, lecz o uodpornienie się na ich ataki. Od dawna twierdzę, że nasze społeczeństwo nie lubi lekarzy. Owszem, pacjent może szanować jednego czy drugiego medyka, który mu pomógł albo po prostu był dla niego dobry. Jednak o całej branży lubi mówić źle. Bo tutaj w grę wchodzą wielkie emocje, podgrzewane i odgrzewane przez polityków, gigantyczne interesy gospodarcze i zwyczajna ludzka zawiść, którą karmią się tysiące zawiedzionych i niedoinformowanych rodaków. Ale którym nikt niczego nie zamierza objaśniać ani tym bardziej wyjaśniać. Pacjent czuje się źle, jest wystraszony swoim stanem zdrowia, boi się o pracę. Nie panuje nad nerwami. To jest trochę tak, jak na meczu piłkarskim, kiedy podenerwowany tłum wrzeszczy: „sędzia kalosz”, bo nie podoba mu się to, że arbiter odgwizdał spalonego. Ale potem emocje opadają.
Naszą narodową przywarą jest bezinteresowna zawiść. Bo dla pacjenta nie ma większego znaczenia, jak bardzo pomogli mu lekarze, że wychodzi ze szpitala, w którym wykonano nowoczesne, bardzo kosztowne zabiegi, warte nieraz tyle, co całkiem niezłe auto. Pacjent i tak jest wściekły i niezadowolony. Bo z całego pobytu będzie pamiętał, że jakaś pielęgniarka czy salowa była wobec niego niemiła, jedzenie było kiepskie, a w toalecie brakowało papieru.
Lekarz jest dziś tym, kim w PRL był sprzedawca mięsa. Temu, że system jest niewydolny, że nie ma pieniędzy, że pacjenci czekają w kilometrowych kolejkach, ktoś musi być winien. Kto? Lekarz. Tak jak za komuny brakowi mięsa w sklepach winien był zawsze sprzedawca.
Tajemnica lekarska to chyba najważniejszy kanon etyki lekarskiej. Pacjent często szczerzej zwierza się lekarzowi z ostrych zakrętów swojego życia niż kapłanowi w konfesjonale. Naruszenie tajemnicy lekarskiej to nie jakieś tam plotkarstwo czy nawet wykroczenie kodeksowe, ale powód do blamażu i niesławy, żeby nie powiedzieć — do zawodowego samobójstwa. Nie na darmo tajne policje polityczne starają się o pozyskanie wśród lekarzy i pielęgniarek swoich agentów jako bezcennych depozytariuszy ludzkich sekretów. Nierzadko z powodzeniem, ale historia medycyny zna też bohaterskie postawy medyków, którzy obronę tego kanonu okupili utratą życia lub wolności.
W gruncie rzeczy tajemnica lekarska nie jest jakaś tajemną wiedzą lekarzy, lecz tajemnicą pacjentów powierzaną lekarzom. Dotychczas nawet śmierć pacjenta nie zwalniała lekarza z zachowania tajemnicy. Władny był tylko sąd na wniosek prokuratora. Ale nagle najskrytsze sekrety pacjentów, za sprawą zmian w prawie z 2016 roku, można wywlekać na światło dzienne. Wystarczy zgoda bliskich zmarłego.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach