Pudrowanie zaufania
Tajemnica lekarska to chyba najważniejszy kanon etyki lekarskiej. Pacjent często szczerzej zwierza się lekarzowi z ostrych zakrętów swojego życia niż kapłanowi w konfesjonale. Naruszenie tajemnicy lekarskiej to nie jakieś tam plotkarstwo czy nawet wykroczenie kodeksowe, ale powód do blamażu i niesławy, żeby nie powiedzieć — do zawodowego samobójstwa. Nie na darmo tajne policje polityczne starają się o pozyskanie wśród lekarzy i pielęgniarek swoich agentów jako bezcennych depozytariuszy ludzkich sekretów. Nierzadko z powodzeniem, ale historia medycyny zna też bohaterskie postawy medyków, którzy obronę tego kanonu okupili utratą życia lub wolności.
W gruncie rzeczy tajemnica lekarska nie jest jakaś tajemną wiedzą lekarzy, lecz tajemnicą pacjentów powierzaną lekarzom. Dotychczas nawet śmierć pacjenta nie zwalniała lekarza z zachowania tajemnicy. Władny był tylko sąd na wniosek prokuratora. Ale nagle najskrytsze sekrety pacjentów, za sprawą zmian w prawie z 2016 roku, można wywlekać na światło dzienne. Wystarczy zgoda bliskich zmarłego.