Przychodzi baba do aptekarza

W PRL farmaceuci należeli do najpodlej wynagradzanych pracowników służby zdrowia. Wydziały farmaceutyczne uczelni medycznych przyjmowały wszystkich, którym nie powiodło się zdawanie na medycynę. Apteki przypominały czasem ponure muzealne magazyny podrzędnych i przestarzałych leków, a nie jak dziś wytworne drogerie, gdzie leki czasem są dodatkiem do intratnego biznesu. Prędzej cukrzyk zaopatrzy się tu w cudowny szampon niż w potrzebną mu od zaraz insulinę. Najgorzej, że są tacy, którzy uważają, iż to w niczym nie przeszkadza.

Ze współczesnych aptek zniknęły stoły i stanowiska, gdzie przyrządzano syropy, zawiesiny, czopki, maści, żele, kremy, aerozole, płukanki, proszki dzielone, kapsułki, globulki itd. Dziś młode dziewczęta pewnie nie aspirują do zawodu fasowaczki, bo pracy szukałyby ze świeczką. A to właśnie były pracownice apteki bez wykształcenia, zajmujące się odważaniem, odliczaniem i pakowaniem odpowiednich porcji leków, zgodnie z ordynacją lekarską. 

Artykuł dostępny dla subskrybentów i zarejestrowanych użytkowników
REJESTRACJA
SUBSKRYPCJA
Chcesz przeczytać ten artykuł? Zarejestruj się!
Masz już konto? Zaloguj się
PM online

Rejestrując się, otrzymasz limitowany dostęp do ograniczonej puli artykułów publikowanych w serwisie pulsmedycyny.pl. W ramach usługi będziemy mogli przesyłać Ci newslettery przygotowane przez redakcję "Pulsu Medycyny". Zawsze możesz zrezygnować z usługi poprzez usunięcie swojego konta z serwisu. Możesz to zrobić wysyłając e-mail na adres [email protected].

Jeżeli chcesz uzyskać nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów, zostań naszym subskrybentem.

Administratorem Twoich danych będzie Bonnier Healthcare Polska. Więcej informacji, w tym o przysługujących Ci prawach, znajdziesz w Polityce Prywatności.

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.