Zagrożeniom zapobiegamy m.in. za pomocą szczepień (str. 4-5) i profilaktyki. Rozwija się także samoleczenie, czyli kontrolowanie swojego zdrowia przez samych pacjentów, którzy czują się za nie odpowiedzialni (µ 28-29). Odpowiednia modyfikacja żywienia może np. wspierać terapię chorych na nowotwory hematologiczne (str. 24-25).
Kontrolerzy w pociągu, radary na drogach, inspekcje w pracy, bramki na lotniskach, płoty na granicach… Wszędzie kontrola. Także w polityce — Najwyższa Izba Kontroli od dwóch tygodni wydaje raporty dotyczące rozmaitych obszarów ochrony zdrowia: od działań ministerstwa, przez nadzór inspekcji farmaceutycznej (str. 6), funkcjonowanie uczelni, po oceny rynku suplementów diety czy systemu szczepień ochronnych. I przeważnie znajduje błędy, zaniedbania, rzeczy do naprawienia. Dlaczego dopiero teraz? Jaki sens ma publikowanie negatywnych ocen działań polityków, którzy już odeszli ze swoich stanowisk?
Niewątpliwie pewne problemy zdrowia publicznego umykają naszej kontroli. Rozwija się epidemia otyłości, spowodowana niewłaściwym stylem życia i złą dietą. Nie potrafimy kontrolować tego, co jedzą nasze dzieci, ani tego, jakie leki — nie wspominając o suplementach diety — przyjmują starsi pacjenci.
A przecież na co dzień staramy się kontrolować swoje życie, bywa że robimy to zbyt intensywnie. Młodzież nazywa to „ogarnianiem” rzeczywistości. Czasami ta chęć do nadmiernego kontrolowania rzeczywistości może przerodzić się w problemy psychiczne. Z depresją łączy się właśnie nieumiejętność podejmowania decyzji i poczucie utraty sensu życia. Zdaniem pesymistów, skoro świat zmierza do entropii, to próby kontroli są z góry skazane na niepowodzenie. Odrzucajmy tę myśl. Starajmy się jednak trzymać w ryzach swoje działania i wprowadzać ład do otaczającego nas świata.
Krzysztof Jakubiak, redaktor naczelny
[email protected]