Pacjenci nie z tej ziemi
Pacjenci nie z tej ziemi
Polska Ludowa wmówiła nam, że jesteśmy społeczeństwem jednorodnym etnicznie, narodowościowo i religijnie. Homogenizacja miała służyć interesom ówczesnego reżimu. Nic bowiem tak nie podsyca strachu oraz nie wywołuje agresji, jak nieznajomość problemu, który często dla uproszczenia ukazywany jest w sposób zupełnie odmienny od jego rzeczywistej rangi i skali występowania.
Dziś nawet zdeklarowanych agnostyków nie dziwi wielorakość chrześcijańskich posług religijnych w polskich szpitalach. Lekarze wyposażeni są w klauzulę sumienia, z której niektórzy nawet czerpią garściami. Na wyboistej drodze do poszanowania odmiennej obyczajowości szaleje niewiedza. Jak diabeł święconej wody boimy się uchodźców i transkulturowości, którą ze sobą niosą.

Jestem przekonany, że w naszym pięknym kraju nastanie kiedyś taki dzień, że pełnoprawnymi obywatelami obok chrześcijan będą również muzułmanie i buddyści. Być może jako towarzysze niedoli „prawdziwych Polaków” trafią do naszych szpitali. Służba zdrowia, chcąc nie chcąc, będzie musiała uwzględnić ich godność. Już dziś położnikom przychodzi się zmierzyć z oczekiwaniami małżeństw mieszanych. Ale to dopiero niewinna przygrywka.
Przełamywanie tabu, otwarta i rzeczowa dyskusja, a przede wszystkim zgłębianie wiedzy o obcej kulturowości i pogarda dla ksenofobii stają się już dziś wyzwaniem. Nie potrzeba wyważać otwartych drzwi. Zachodnie demokracje już dawno postarały się o instrukcje i zalecenia dla personelu medycznego. Takie ilustrowane, powszechnie dostępne kompendia chronią skutecznie przed zadrażnieniami i konserwowaniem wzajemnych uprzedzeń. Bez ich zrozumienia szpitalna codzienność w USA, Australii czy Wielkiej Brytanii zamieniłaby się w piekiełko.
O czym więc warto wiedzieć, by zrozumieć potrzeby innych ludzi, nie demolując własnej matrycy moralnej? Co więcej, nie narażając się na pomówienia o sprzyjaniu dziwactwom, aberracjom i groteskowości. Oto niektóre przykłady z życia wzięte.
Pacjentka muzułmańska musi mieć zawsze możliwość przykrycia swojego ciała od stóp do głowy, zanim ktokolwiek wejdzie do jej sali szpitalnej. Często zdarza się, że niewiasta żąda, aby podczas badania lekarskiego towarzyszył jej ojciec, mąż lub brat. Dwuznaczne spojrzenia badającego, nie wspominając o dykteryjkach nie na temat, nie wchodzą w rachubę. Muzułmanie mogą domagać się diety zgodnej z religią, choć wielu wybiera po prostu wegetarianizm jako pokojowy sposób, aby uniknąć spożywania wieprzowiny lub żelatyny. Raz w roku, przez 30 dni ramadanu wyznawcy Mahometa powstrzymują się od jedzenia i picia od świtu do zachodu słońca. Wielu odmawia wówczas przyjmowania leków płynnych, zastrzyków, a nawet kropli, inhalacji czy płukania gardła. Zakaz stosowania alkoholu dotyczy też preparatów do mycia rąk i dezynfekcji skóry z jego dodatkiem. Mycie pacjenta wymaga bieżącej wody z kranu lub dzbanka, nigdy gąbki. Cierpienie uszlachetnia, więc niektórzy odmawiają przyjęcia środków przeciwbólowych. Mąż domaga się, by towarzyszyć żonie przy porodzie. Bynajmniej nie po to, by patrzeć na ręce lekarzowi, lecz aby bezpośrednio po przyjściu na świat potomka, wyszeptać mu do ucha odpowiednie wersety ze świętej księgi Koranu. Operacyjnie amputowane kończyny są przekazywane rodzinie do pochówku.
Pacjenci buddyjscy w chorobie uciekają się do ciszy i spokoju w celach medytacji. Pomimo zaleceń lekarskich, odmawiają spożywania mięsa lub produktów pochodzenia zwierzęcego. Dla nich nawet leki, które wytwarza się z udziałem zwierząt, mogą być problematyczne. W walce z bólem chętniej sięgają po środki pozafarmakologiczne, świece i kadzidła, jednocześnie intonując głośne i monotonne modlitwy. W obliczu śmierci w opiece terminalnej personelowi medycznemu zaleca się minimalizować czynności, które mogłyby zakłócić medytację. W tradycji buddyjskiej śmierć jest kluczową chwilą przejścia w stan reinkarnacji. Po stwierdzeniu zgonu, uprasza się personel, aby utrzymać zwłoki nieruchomo i uniknąć przepychanki podczas transportu. Buddyzm uczy, że zaraz po śmierci ciało nie jest jeszcze pozbawione duszy. Niestety, te wierzenia bywają istotną przeszkodą w dyskusji o dawstwie narządów.
Leczenie pacjentów hinduskich bywa niełatwe, bowiem post jest u tych ludzi powszechną praktyką. Już nie tylko mięso, ale nawet cebula czy czosnek zaliczają się do pokarmów nieczystych. Dla wielu pacjentów normą kulturową jest używanie prawej ręki do „czystych” zadań, jak jedzenie (często bez sztućców), podczas gdy lewej używa się głównie w toalecie, zamiast papieru. Pielęgniarki powinny więc unikać zakładania stałego wkłucia dożylnego na grzbiecie lewej ręki.
Dziedzictwo kulturowe judaizmu mogłoby dziś zszokować polskiego pacjenta. Żydowskie prawo religijne pozwala pacjentowi zasięgnąć moralnej oceny rabina względem proponowanej terapii, z wyjątkiem bezpośredniego zagrożenia życia. Instrukcje szpitalne podkreślają przestrzeganie ścisłej zasady powstrzymania się podczas szabatu nie tylko od pracy, lecz także korzystania z urządzeń inicjujących przepływ energii elektrycznej. Nierzadko ortodoksyjni Żydzi domagają się asysty personelu szpitalnego, aby włączyć lub wyłączyć światło albo klimatyzację w sali chorych, nie mówiąc już o ustawieniu łóżka mechanicznego lub pompy w systemie analgezji kontrolowanej (PCA).
A my wciąż uczymy się demokracji. Tymczasem dzisiejsze kultury splatają się ze sobą, a style życia znajdują naśladowców w różnych kulturach. Transkulturowość nie boli. Robienie zaś z siebie pępka świata i nieprzemakalnego arbitra moralności już nie tylko śmieszy, ale zasmuca.
Polska Ludowa wmówiła nam, że jesteśmy społeczeństwem jednorodnym etnicznie, narodowościowo i religijnie. Homogenizacja miała służyć interesom ówczesnego reżimu. Nic bowiem tak nie podsyca strachu oraz nie wywołuje agresji, jak nieznajomość problemu, który często dla uproszczenia ukazywany jest w sposób zupełnie odmienny od jego rzeczywistej rangi i skali występowania.
Dziś nawet zdeklarowanych agnostyków nie dziwi wielorakość chrześcijańskich posług religijnych w polskich szpitalach. Lekarze wyposażeni są w klauzulę sumienia, z której niektórzy nawet czerpią garściami. Na wyboistej drodze do poszanowania odmiennej obyczajowości szaleje niewiedza. Jak diabeł święconej wody boimy się uchodźców i transkulturowości, którą ze sobą niosą.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach