Dwojgu pacjentom wszczepiono w pobliżu nerwów krzyżowych cienką elektrodę, połączoną z niewielkim neurostymulatorem. Wysyła on impulsy elektryczne, regulujące pracę układu nerwowego, kontrolującego czynności jelit i dna miednicy. Za pomocą zewnętrznego pilota pacjent może ustawić poziom stymulacji, włączać i wyłączać aparat. Dzięki temu udaje się wyeliminować lub znacznie ograniczyć objawy związane z nietrzymaniem stolca.
U ponad 40 proc. pacjentów po wszczepieniu neurostymulatora to zaburzenie ustępuje całkowicie, u prawie wszystkich o połowę zmniejsza się liczba innych dolegliwości z nim związanych. „Ta metoda leczenia jest bezpieczna, mało inwazyjna i, co ważne, odwracalna. Jest dobrym rozwiązaniem w sytuacji, gdy zawodzi leczenie zachowawcze, farmakologiczne, bo zwykle eliminuje konieczność wykonania poważniejszej operacji. Niestety, w Polsce nie jest stosowana” — mówi prof. Adam Dziki.
Do tej pory stymulatory nerwów krzyżowych wszczepiano w naszym kraju bardzo rzadko, tylko w celu leczenia schorzeń związanych z nietrzymaniem bądź zatrzymaniem moczu. Zabiegi nie są refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Na świecie z powodzeniem stosuje się neurostymulatory od ponad 25 lat, a od kilkunastu także w leczeniu nietrzymania stolca.
Terapia polega na wszczepieniu pacjentowi elektrody na 2-3-tygodniowy okres testowy, tak by mógł ocenić w codziennym życiu skuteczność neurostymulacji. Jeśli po testach stopień redukcji objawów nietrzymania stolca jest satysfakcjonujący dla pacjenta, w drugim etapie leczenia wszczepia się pod skórę w górnej części pośladka niewielki stymulator. Pacjent ma dalej możliwość sterowania jego pracą za pomocą specjalnego pilota. Zabiegi wykonane w Brzezinach polegały na wszczepieniu chorym elektrody na czas testów.
Problem nietrzymania stolca dotyczy 3-5 proc. dorosłych osób. Przyczynami tego schorzenia, wykluczającego chorych z życia społecznego, są m.in. okołoporodowe uszkodzenia zwieraczy u młodych kobiet, choroby jelit, w tym powikłania po zabiegach proktologicznych czy nowotwory.