Medyk plebiscytowy [Ostrzej, ale bez skalpela Marek Stankiewicz]
Większość naszego dumnego narodu ma wciąż awersję do głosowania w wyborach. Jedni z przekory, inni z wrodzonej kontestacji wobec każdej władzy. Tymczasem liczna rzesza tychże kontestatorów nie szczędzi czasu ani pieniędzy na zdrapki i SMS-y w różnych plebiscytach ogłaszanych przez lokalne gazety codzienne. Nie wiedzieć dlaczego, chętniej niż radnych do swojej dzielnicy wybierają najlepszych, ich zdaniem, lekarzy, pielęgniarki, położne, ratowników medycznych, placówki medyczne i farmaceutów. Sęk w tym, że nie ma definicji najlepszego medyka.
.Żadnemu lekarzowi nie przystoi powiedzieć o sobie, że to, co on robi z pacjentem, jest najlepsze. Po pierwsze to zwyczajna bufonada, po wtóre — lekarza ogranicza prawo. Kodeks Etyki Lekarskiej w art. 63 stanowi, iż lekarz tworzy swoją zawodową opinię jedynie na podstawie efektów swojej pracy, co wyklucza reklamowanie się. Lekarz nie powinien więc zgadzać się na używanie swego nazwiska i wizerunku dla celów komercyjnych. Co gorsza, zgodnie z art. 65 Kodeksu, lekarzowi nie wolno narzucać swych usług chorym lub pozyskiwać pacjentów w sposób niezgodny z zasadami etyki oraz lojalności wobec kolegów. Kolejnym przepisem, który na dobre wiąże ręce medykom, jest art. 66, zawierający normę zakazującą lekarzowi stosowania metod nieuczciwej konkurencji, szczególnie w zakresie nierzetelnego informowania o swoich możliwościach działania, jak i kosztach leczenia. Niesforny lekarz, który ulegnie pokusie zakazanego owocu, naraża się więc na odpowiedzialność zawodową.