Wskazaniem do tej metody leczenia nietrzymania stolca jest przede wszystkim brak oczekiwanych rezultatów terapii zachowawczej. Do tej pory w leczeniu tego schorzenia proponowano wiele rodzajów terapii. W niektórych ośrodkach w Polsce stosowano plastykę zwieraczy odbytu, jednak niesie ona za sobą możliwość wielu powikłań. Na całym świecie już od 15 lat w leczeniu nietrzymania stolca stosuje się stymulację nerwów krzyżowych, którą pierwotnie wykonywano u chorych z nietrzymaniem moczu. W początkach terapii zwrócono uwagę, że stymulacja nerwów krzyżowych powoduje kurczenie się mięśni dna miednicy i ma zastosowanie także w leczeniu nietrzymania stolca.
Jacy pacjenci potrzebują tego typu wparcia?
Nietrzymanie stolca jest najczęściej spowodowane przez poporodowe uszkodzenia mięśni zwieraczy. Czasem implantację stymulatora nerwów krzyżowych stosuje się w leczeniu nietrzymania stolca spowodowanym urazami, jednak najczęściej to schorzenie dotyka młode kobiety po skomplikowanym porodzie lub wielokrotnych porodach, u których dochodzi do uszkodzenia zwieraczy. Te kobiety cierpią na nietrzymanie stolca i nietrzymanie gazów. Czasem, w początkowym stadium schorzenia inny mięsień miednicy rekompensuje niedziałający zwieracz. Z biegiem czasu mięśnie jednak słabną i przejęcie przez nie funkcji zwieraczy nie jest już możliwe. Celem podejmowanego leczenia jest więc wzmocnienie mięśni zwieraczy odbytu i umożliwienie chorym powrotu do normalnego życia.
Jaka jest skuteczność tej metody?
U 75 proc. pacjentów poddanych zabiegowi wszczepienia stymulatora nerwów krzyżowych w nietrzymaniu stolca dochodzi do znacznej poprawy. Za taką uważa się zmniejszenie o co najmniej 50 proc. epizodów nietrzymania stolca. Wielką zaletą tej metody jest jej mała inwazyjność i odwracalność. O jej skuteczności świadczy fakt, że w nietrzymaniu stolca jest to metoda obecnie stosowana najczęściej.
Na czym polega mechanizm działania stymulatora?
Stymulator ma mechanizm podobny do tego, który stosowany jest we wszczepianych pod skórę rozrusznikach serca. Urządzenie wysyła impulsy, które drażnią nerwy krzyżowe i nerwy sromowe wewnętrzne, odpowiadające za pracę zwieracza odbytu. Stymulator odpowiednio się programuje. Chory ma możliwość sterowania urządzeniem tak, by w pewnych momentach móc zmniejszyć napięcie zwieracza na tyle, żeby doszło do rozluźnienia i mógł się wypróżnić.
Czy to metoda odwracalna?
Stymulator jest wszczepiany przez nakłucie przez skórę w okolicach kości krzyżowej. Jeśli z jakichś powodów chory uzna, że nie chce już aparatu, można go bezpiecznie usunąć, bez żadnych konsekwencji. Oznacza to powrót do stanu sprzed implantacji. Ale gdy pacjent musi nosić pieluchę, nie trzyma gazów i stolca, jest wykluczony społecznie i nagle ma taką pomoc, to raczej nie rezygnuje z takiej możliwości.
Jakie są szanse na upowszechnienie w Polsce tej metody leczenia nietrzymania stolca?
Trudno ocenić. Jako lekarze chcielibyśmy zwrócić uwagę osobom odpowiedzialnym za służbę zdrowia w Polsce na brak finansowania tej metody leczenia. A jest to metoda skuteczna, mało inwazyjna, odwracalna i niedająca powikłań. Wszystkie kraje Europy (oprócz Polski) finansują już tę metodę leczenia. Nie mamy jednak wpływu na to, co zrobią decydenci.
Jaki jest koszt wszczepienia takiego stymulatora?
Kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jeśli pacjent ma wolę i możliwość sfinansowania zabiegu, możemy podjąć się tego sposobu leczenia. To jednak nie jest powszechne rozwiązanie. Decyzja o finansowaniu implantacji neurostymulatora nerwów krzyżowych w leczeniu nietrzymania stolca należy do płatnika. Minister zdrowia powinien wytypować ośrodki, które mogłyby oferować tę formę terapii, ponieważ ten zabieg nie może być wykonywany „pod każdą strzechą”. Na to nie może sobie pozwolić żaden kraj. To muszą być ośrodki doświadczone w diagnostyce i leczeniu nietrzymania stolca.
Czy odbędą się kolejne zabiegi i szkolenia dla specjalistów?
W Szpitalu Specjalistycznym w Brzezinach udało nam się pozyskać ten aparat i dlatego mogliśmy wykonać zabiegi. Jeżeli pojawi się taka możliwość w przyszłości, oczywiście z niej skorzystamy. Na razie ta metoda nie jest refundowana i jej finansowanie przez szpital nie wchodzi w grę — to zbyt duży koszt dla każdej placówki.
O kim mowa
Prof. dr hab. n. med. Adam Dziki jest pomysłodawcą i założycielem Centrum Leczenia Chorób Jelita Grubego w Szpitalu Specjalistycznym Brzeziny.