Kardiolodzy chcą przekonywać, dlaczego warto żyć zdrowo
Kardiolodzy chcą przekonywać, dlaczego warto żyć zdrowo
„Jesteśmy w Polsce świadkami znakomitej opieki nad pacjentami z ostrymi zespołami wieńcowymi, ale ginie informacja, że zapadalność na chorobę wieńcową jest coraz większa. Musimy nauczyć dbałości o profilaktykę jak najmłodsze roczniki Polaków. Nawyki prozdrowotne trzeba wykształcać od najmłodszych lat” — mówi w rozmowie z „Pulsem Medycyny” prof. dr hab. n. med. Piotr Hoffman, kierownik Kliniki Wad Wrodzonych Serca Instytutu Kardiologii w Warszawie, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego w kadencji 2015-2017.
Prezesura prof. Waldemara Banasiaka, a następnie prof. Janiny Stępińskiej i prof. Zbigniewa Kalarusa to w Polskim Towarzystwie Kardiologicznym czas nowych rozwiązań organizacyjnych i inicjatyw skierowanych zarówno do lekarzy, jak i społeczeństwa. Jakie zadania poprzednich zarządów zamierza pan kontynuować jako prezes PTK w kadencji 2015-2017?
Kontynuacja działań prezesa PTK jest bardzo ważna, ponieważ jedna kadencja trwa zaledwie dwa lata, trudno więc w tak krótkim czasie zacząć jakieś przedsięwzięcie i doprowadzić je do końca. Każda nowa inicjatywa Towarzystwa jest szczegółowo omawiana w trakcie obrad zarządu i każde nowe przedsięwzięcie jest szczegółowo rozpatrywane pod kątem jego celowości. Myślimy zawsze o tym, żeby to, co zaczynamy, było kontynuowane przez lata.
Ta kontynuacja obejmuje m.in. organizację wiosennej konferencji i jesiennego kongresu PTK. Sądzę, że w tym zakresie pojawią się pewne nowości, o których dyskutujemy obecnie z komitetem naukowym obu spotkań pod przewodnictwem prof. Dariusza Dudka. Z pewnością będziemy przygotowywać nowe wykłady na Platformę Edukacyjną. Staramy się poprzez nią przybliżać środowisku kardiologicznemu zagadnienia związane z wytycznymi czy praktyką kardiologiczną. Ważne jest, że platforma została zauważona i doceniona przez Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego i niektóre prezentowane na niej wykłady staną się częścią edukacji w zakresie specjalizacji z kardiologii. Mam nadzieję, że w ten sposób rozpoczęliśmy bardzo ciekawy proces, który będzie nobilitował Platformę Edukacyjną PTK.
Będziemy kontynuowali również to, co rozpoczął prof. Zbigniew Kalarus, czyli edukację pacjentów. Platforma www.copozawale.pl to był znakomity pomysł, odniosła ona ogromny sukces. Jest wiele grup pacjentów, dla których powinniśmy przygotować strony tematyczne.
A więc jakie będą kolejne?
Na ukończeniu jest strona informacyjna dla pacjentów z migotaniem przedsionków. Na pewno też przydałyby się platformy edukacyjne poświęcone niewydolności serca czy lekom przeciwkrzepliwym. Chorzy, a właściwie całe społeczeństwo, powinni mieć możliwość dostępu do rzetelnych informacji przygotowanych przez ekspertów, które będą przeciwwagą dla informacji powszechnie dostępnych w Internecie, gdzie jest sporo nieprawdy, informacji, które nie służą zdrowiu.
Czy jednak pacjenci będą wiedzieli, że mogą znaleźć rzetelną wiedzę o swoim zdrowiu właśnie na stronie PTK, towarzystwa naukowego dla lekarzy?
Intensyfikujemy rozpowszechnianie wiedzy na temat www.copozawale.pl, bo zgadzam się, że wiele osób jeszcze nie wie o tej stronie. To jest jednak proces, który wymaga czasu.
Chciałbym jeszcze powrócić do kontynuacji celów, jakie stawiali sobie moi poprzednicy. Na pewno będzie to współpraca z konsultantem krajowym w dziedzinie kardiologii. Do tej pory była ona bardzo dobra, a jest bardzo ważna, ponieważ konsultant krajowy to wysłannik ministra zdrowia do środowiska, a nasze Towarzystwo jest przecież reprezentantem środowiska kardiologicznego.
Zamierzam, tak jak poprzedni prezesi, dopominać się o dostępność innowacyjnych terapii. W tej kwestii PTK pełni przede wszystkim funkcję informującą — naszym zadaniem jest wykazywanie znaczenia nowoczesnych terapii. To też element współpracy z konsultantem krajowym.
Jakie nowe zadania stawia pan profesor przed sobą i obecnym zarządem PTK?
Każdy, kto zostaje prezesem PTK, ma ideę, którą chciałby po sobie zostawić. Ja mam dwa cele. Chciałbym zwrócić uwagę na rosnące znaczenie nowoczesnej diagnostyki obrazowej serca i naczyń. W ostatnich latach dokonała się na tym polu prawdziwa rewolucja. Mamy do dyspozycji kilka metod — rezonans magnetyczny, tomografię komputerową, wciąż rozwijającą się echokardiografię, scyntygrafię — którymi możemy obrazować anatomię i czynność serca i są to techniki uzupełniające się. Myślę, że wiedza na ich temat powinna zostać rozpowszechniona w postaci algorytmów postępowania diagnostycznego, które byłyby wykorzystywane w konkretnych sytuacjach klinicznych. Przygotowałby je zespół składający się z przedstawicieli sekcji PTK zajmujących się obrazowaniem.
Diagnostyka obrazowa zawsze mnie bardzo interesowała, korzystam z niej na co dzień w swojej pracy, to niezwykle ciekawy dział kardiologii. Chcę o tym przekonać kolegów. Przyszłoroczny Międzynarodowy Kongres PTK w Poznaniu będzie w dużej mierze poświęcony zagadnieniom obrazowania serca w trzech zakresach: rozpoznaniu, monitorowaniu i rokowaniu.
Drugim głównym celem mojej kadencji jest szeroko zakrojona kampania dotycząca ogromnego problemu społecznego, jakim jest rozpowszechnienie czynników ryzyka chorób układu sercowo-naczyniowego. Jesteśmy w Polsce świadkami znakomitej opieki nad pacjentami z ostrymi zespołami wieńcowymi, ale ginie informacja, że zapadalność na chorobę wieńcową jest coraz większa. Musimy nauczyć dbałości o profilaktykę jak najmłodsze roczniki Polaków. Nawyki prozdrowotne trzeba wykształcać od najmłodszych lat. Stąd też hasło kampanii, którą chcę stworzyć: „Zdrowe dzieci, zdrowa młodzież, zdrowi dorośli”.
W jaki sposób ta kampania miałaby przebiegać?
Chcę dotrzeć do społeczeństwa za pośrednictwem mediów, poprzez spotkania w szkołach, przedszkolach. Chodzi o to, by przekazać informacje o stale rosnącym zagrożeniu chorobami serca i naczyń oraz o ich konsekwencjach, ale bez przytaczania liczb, procentów, straszenia, tylko mówiąc o korzyściach płynących ze zdrowego trybu życia. Kampania ma dać pozytywny przekaz, dlaczego warto być zdrowym. Może brzmi to banalnie, ale doświadczenie i codzienna obserwacja pokazują, że nie wszyscy to wiedzą.
Jaką rolę powinno odgrywać PTK w środowisku kardiologów?
PTK ma wiele zadań. Jednym z nich jest propagowanie europejskich wytycznych, które są istotną pomocą w podejmowaniu decyzji diagnostycznych i terapeutycznych. Bardzo ważna jest również rola integrująca środowisko. Równie istotne jest kreowanie pozytywnych wzorców, pomoc młodszym kolegom w stawaniu się ekspertami poprzez ich angażowanie podczas zjazdów, konferencji, przydzielanie wykładów.
W naszym gronie mamy nie tylko kardiologów. Do PTK należą lekarze innych specjalności, studenci, fizjoterapeuci, pielęgniarki. Środowisko pielęgniarskie jest obecnie bardzo ważne ze względu na zmianę charakteru pracy lekarza. Pielęgniarka to teraz wykształcona osoba, z tytułem magistra, która wiele wnosi do życia szpitala, co obserwuję chociażby w naszej klinice. Lekarze zostali nieco zepchnięci w stronę technokracji — do pracy przy komputerze, wypełniania historii chorób, wypisywania skierowań. Zabiera to dużo czasu i w efekcie mamy go mniej na kontakt z pacjentem. Porozumienie między pacjentem a lekarzem kruszeje, na szczęście nasze miejsce wypełniają pielęgniarki.
W inauguracyjnym wystąpieniu podczas XIX Kongresu PTK we Wrocławiu mówił pan, że będzie chciał wzmocnić pozycję PTK w strukturach europejskich. Jakimi działaniami?
Dokonania polskich kardiologów są dostrzegane w strukturach europejskich, mamy tam swoich przedstawicieli, ale nasze zaangażowanie mogłoby być większe. Niestety, wielu kolegów, zwłaszcza z młodszego pokolenia, nie odczuwa potrzeby uczestniczenia w pracach Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC). To oczywiście jest duże obciążenie, praca pro publico bono, wymagająca czasu. Trzeba mieć motywację, żeby tam zaistnieć. Czy warto? Moim zdaniem, tak. Przez dwa lata byłem członkiem zarządu Europejskiej Asocjacji Echokardiograficznej i wiem, ile mi to dało kontaktów, wiedzy. Taka działalność nie przekłada się na sferę finansową, natomiast pozwala uzyskać szersze spojrzenie na wiele zagadnień. Poznaje się mądrych ludzi i to jest nie do przecenienia.
Bardziej doświadczeni kardiolodzy powinni przekonywać młodych, że warto zaistnieć w strukturach europejskich. Wprowadzać ich w te struktury, np. włączając do grona recenzentów oceniających prace na spotkaniach europejskich, angażować jako wykładowców.
Zamierzamy być aktywniejsi, jeśli chodzi o propozycje sesji podczas kongresów ESC. W przyszłym roku PTK ma zorganizować dwie sesje na kongresie ESC w Rzymie. To jest duże wyróżnienie.
Nie mniej ważna jest współpraca z rodzimymi towarzystwami skupiającymi innych specjalistów. W tym roku PTK wspólnie z lekarzami rodzinnymi przygotowało skrócone wytyczne postępowania w niewydolności serca przeznaczone dla lekarzy rodzinnych. Co w planach?
Będziemy na pewno zapraszać kolegów innych specjalności do udziału w spotkaniach PTK, bo wiedza z innych dziedzin medycyny jest kardiologom niezbędna. Sukcesem medycyny jest to, że ludzie żyją coraz dłużej, a w konsekwencji chorują inaczej. W związku z tym kardiolodzy coraz częściej w swojej pracy muszą korzystać z wiedzy np. internistycznej, diabetologicznej, geriatrycznej. Interna wiele lat temu uległa podziałowi na podspecjalizacje. Teraz znów powinniśmy się połączyć w staraniu o zdrowie pacjentów, bo coraz liczniejsza ich grupa ma więcej niż jeden problem zdrowotny. W naszej specjalizacji łączymy się poprzez heart team, w skład którego wchodzi kardiolog, kardiochirurg, często gastrolog, nefrolog. Chcielibyśmy, żeby uczestniczył w nim także, w razie potrzeby, geriatra, ale niestety tych specjalistów jest w Polsce mało. Powinniśmy dzielić się swoją wiedzą.
Bardzo ważna jest nasza współpraca z lekarzami rodzinnymi, dlatego że pacjent powinien od kardiologa przejść pod opiekę właśnie lekarza rodzinnego. To trochę centralizuje system opieki zdrowotnej, ale dla dobra pacjenta lepiej jest, żeby miał stałego lekarza, który w razie potrzeby będzie się kontaktował z konkretnym specjalistą. Jednak lekarz rodzinny musi mieć odpowiednią wiedzę. Pojawia się pytanie: czy edukujemy właściwie lekarzy rodzinnych?
Poza tym trzeba jeszcze przekonać pacjenta, że nie zawsze potrzebuje porady specjalisty.
To bardzo ważny argument. Dlatego potrzebny jest wszechstronnie wyedukowany lekarz rodzinny, który ma podstawowe możliwości diagnostyczne i wokół siebie grupę innych specjalistów, by w razie potrzeby mogli mu pomóc.
Nie można pominąć problemu długich kolejek do kardiologów. Na razie nie udało się nic z nimi zrobić. Rozwiązanie tego problemu nie leży wprawdzie w gestii lekarzy czy towarzystwa naukowego, ale może znalazłaby się jakaś podpowiedź dla środowiska decydentów?
Dostępność do kardiologa jest różna w różnych województwach. Czasami są to cztery tygodnie oczekiwania, ale może też być 16 tygodni, a nawet 24. Mówimy o oczekiwaniu na wizytę u kardiologa, a pozostaje jeszcze kwestia dostępności do badań, a to kolejna bariera.
Obecnie wskaźnik kardiologów wynosi 80/1 mln mieszkańców, dążymy do tego, żeby było 100/1 mln. Problemem jest koncentracja specjalistów w dużych miastach, ośrodkach akademickich, natomiast na prowincji jest bardzo źle.
Myślę, że pierwszym posunięciem powinno być zrównoważenie liczby specjalistów w ośrodkach peryferyjnych. Kardiologowi niewiele potrzeba — wystarczy aparat echokardiograficzny, możliwość wykonania próby wysiłkowej, badania holterowskiego. To już daje bardzo duży potencjał diagnostyczny i terapeutyczny. Niemniej potrzebne są na to pieniądze.
Czy telemedycyna może pomóc w skróceniu kolejek do specjalistów?
Z telemedycyną wiążemy duże nadzieje. Jest dla niej zielone światło ze strony ministerstwa, więc myślę, że jej znaczenie będzie rosło i będziemy z niej coraz częściej korzystać. Żałuję tylko, że z tego powodu może ucierpieć kontakt pacjent-lekarz, tak ważny w budowaniu zaufania i wiary w skuteczność terapii.
Bez wątpienia w Polsce dokonał się ogromny postęp w kardiologicznej diagnostyce i terapii. Jest jednak jeszcze wiele do zrobienia, choćby w kwestii opieki nad pacjentami po zawale serca czy częstych rehospitalizacji chorych na niewydolność serca. Czy ma pan pomysły na rozwiązanie tych problemów?
Nie ulega wątpliwości, że ostre zespoły wieńcowe są w Polsce znakomicie leczone. Efektem skutecznego leczenia w pierwszym etapie jest udrożnienie tętnicy i uratowanie życia, jednak choroba trwa dalej. Czasami pozostaje niewielkie uszkodzenie serca, innym razem bardzo duże. Pacjent wymaga postępowania zgodnego z wytycznymi, dalszej opieki. Jednych trzeba objąć bardzo ścisłą opieką, inni mogą być okresowo widywani przez lekarzy rodzinnych, ale to kardiolog musi podjąć decyzję, który pacjent i w jaki sposób powinien być monitorowany. Statystyki pokazują jednoznacznie, że śmiertelność po OZW sięga po roku 20 proc. i ten wynik niweczy wszystko, co było zrobione wcześniej.
Musi ulec poprawie model rehabilitacji kardiologicznej. Jestem wielkim zwolennikiem rehabilitacji. Istnieje mnóstwo dowodów naukowych, a potwierdza to obserwacja kliniczna, że jest ona bardzo skuteczna.
Rola kompleksowego leczenia jest nie do przecenienia, ale nie mniej ważne są innowacyjne technologie. Jak ocenia pan dostęp Polaków do najnowszych technik diagnostycznych i terapii?
Postęp w terapii kardiologicznej jest ogromny. Dotyczy to zarówno farmakoterapii, urządzeń wszczepialnych technikami przezskórnymi, które w nieprawdopodobny sposób rozwinęły się na przestrzeni ostatnich 10 lat, jak i leczenia kardiochirurgicznego i hybrydowego. Ale na przykład od dwóch lat, jeśli się nie mylę, żaden innowacyjny lek kardiologiczny nie trafił na listę refundacyjną. A mamy do dyspozycji nowe leki przeciwkrzepliwe, przeciwpłytkowe czy stosowane w zaburzeniach lipidowych. Doustne nowe leki przeciwkrzepliwe nie są już na świecie jakimś rarytasem. Zamożniejsi polscy pacjenci cierpliwie te leki wykupują, dla wielu są jednak niedostępne z powodu ceny, co oznacza nic innego jak wykluczenie z terapii. Mamy leki przeciwpłytkowe, które są lepsze niż aspiryna, klopidogrel i mają wykazane korzyści związane m.in. z lepszym rokowaniem pacjentów. Leki te od lat nie mogą się doczekać refundacji.
Mówiąc o urządzeniach wszczepialnych, miałem na myśli przezcewnikowe wszczepianie zastawki aortalnej. Kampania zainicjowana przez kardiologów interwencyjnych „Stawka to życie. Zastawka to życie” pokazała, że jest dostępna w Polsce technologia, są ludzie, którzy potrafią się nią posługiwać, ale nie mogą tego robić, ponieważ dostępność do terapii ze względów finansowych jest bardzo ograniczona i plasuje nas w ogonie Europy. Nie jest to innowacyjna terapia, ona jest powszechnie stosowana na świecie i musimy to uświadomić decydentom. Nowsza metoda to np. przez-cewnikowe leczenie zastawki mitralnej, które jest coraz bardziej dostępne, ale nie u nas, znów z powodu bariery finansowej.
Sytuacja jest trudna, bo z jednej strony są chorzy, którzy mają pewne oczekiwania, a z drugiej są lekarze, którzy mają doświadczenie w terapii, chcą leczyć nowymi sposobami, wykorzystywać nowe leki, a nie mogą tego robić. Warto o tym mówić, chociażby po to, żeby pacjenci wiedzieli, że za istniejący stan nie należy obwiniać środowiska lekarskiego. To jest coś, co jest poza lekarzami. Chcielibyśmy wykorzystywać nowoczesne terapie, ale nie możemy.
Prof. dr hab. n. med. Piotr Hoffman, aktualny prezes PTK, jest autorem i współautorem ponad 25 prac naukowych opublikowanych w piśmiennictwie międzynarodowym i krajowym, ponad 100 rozdziałów w podręcznikach, współredaktorem ośmiu podręczników, od wielu lat aktywnie zaangażowanym w edukację w tych dziedzinach w kraju i za granicą. Prywatnie jest pasjonatem sztuk pięknych, koneserem malarstwa i rzeźby.
„Jesteśmy w Polsce świadkami znakomitej opieki nad pacjentami z ostrymi zespołami wieńcowymi, ale ginie informacja, że zapadalność na chorobę wieńcową jest coraz większa. Musimy nauczyć dbałości o profilaktykę jak najmłodsze roczniki Polaków. Nawyki prozdrowotne trzeba wykształcać od najmłodszych lat” — mówi w rozmowie z „Pulsem Medycyny” prof. dr hab. n. med. Piotr Hoffman, kierownik Kliniki Wad Wrodzonych Serca Instytutu Kardiologii w Warszawie, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego w kadencji 2015-2017.
Prezesura prof. Waldemara Banasiaka, a następnie prof. Janiny Stępińskiej i prof. Zbigniewa Kalarusa to w Polskim Towarzystwie Kardiologicznym czas nowych rozwiązań organizacyjnych i inicjatyw skierowanych zarówno do lekarzy, jak i społeczeństwa. Jakie zadania poprzednich zarządów zamierza pan kontynuować jako prezes PTK w kadencji 2015-2017?Kontynuacja działań prezesa PTK jest bardzo ważna, ponieważ jedna kadencja trwa zaledwie dwa lata, trudno więc w tak krótkim czasie zacząć jakieś przedsięwzięcie i doprowadzić je do końca. Każda nowa inicjatywa Towarzystwa jest szczegółowo omawiana w trakcie obrad zarządu i każde nowe przedsięwzięcie jest szczegółowo rozpatrywane pod kątem jego celowości. Myślimy zawsze o tym, żeby to, co zaczynamy, było kontynuowane przez lata. Ta kontynuacja obejmuje m.in. organizację wiosennej konferencji i jesiennego kongresu PTK. Sądzę, że w tym zakresie pojawią się pewne nowości, o których dyskutujemy obecnie z komitetem naukowym obu spotkań pod przewodnictwem prof. Dariusza Dudka. Z pewnością będziemy przygotowywać nowe wykłady na Platformę Edukacyjną. Staramy się poprzez nią przybliżać środowisku kardiologicznemu zagadnienia związane z wytycznymi czy praktyką kardiologiczną. Ważne jest, że platforma została zauważona i doceniona przez Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego i niektóre prezentowane na niej wykłady staną się częścią edukacji w zakresie specjalizacji z kardiologii. Mam nadzieję, że w ten sposób rozpoczęliśmy bardzo ciekawy proces, który będzie nobilitował Platformę Edukacyjną PTK.Będziemy kontynuowali również to, co rozpoczął prof. Zbigniew Kalarus, czyli edukację pacjentów. Platforma www.copozawale.pl to był znakomity pomysł, odniosła ona ogromny sukces. Jest wiele grup pacjentów, dla których powinniśmy przygotować strony tematyczne.A więc jakie będą kolejne?Na ukończeniu jest strona informacyjna dla pacjentów z migotaniem przedsionków. Na pewno też przydałyby się platformy edukacyjne poświęcone niewydolności serca czy lekom przeciwkrzepliwym. Chorzy, a właściwie całe społeczeństwo, powinni mieć możliwość dostępu do rzetelnych informacji przygotowanych przez ekspertów, które będą przeciwwagą dla informacji powszechnie dostępnych w Internecie, gdzie jest sporo nieprawdy, informacji, które nie służą zdrowiu. Czy jednak pacjenci będą wiedzieli, że mogą znaleźć rzetelną wiedzę o swoim zdrowiu właśnie na stronie PTK, towarzystwa naukowego dla lekarzy?Intensyfikujemy rozpowszechnianie wiedzy na temat www.copozawale.pl, bo zgadzam się, że wiele osób jeszcze nie wie o tej stronie. To jest jednak proces, który wymaga czasu. Chciałbym jeszcze powrócić do kontynuacji celów, jakie stawiali sobie moi poprzednicy. Na pewno będzie to współpraca z konsultantem krajowym w dziedzinie kardiologii. Do tej pory była ona bardzo dobra, a jest bardzo ważna, ponieważ konsultant krajowy to wysłannik ministra zdrowia do środowiska, a nasze Towarzystwo jest przecież reprezentantem środowiska kardiologicznego. Zamierzam, tak jak poprzedni prezesi, dopominać się o dostępność innowacyjnych terapii. W tej kwestii PTK pełni przede wszystkim funkcję informującą — naszym zadaniem jest wykazywanie znaczenia nowoczesnych terapii. To też element współpracy z konsultantem krajowym. Jakie nowe zadania stawia pan profesor przed sobą i obecnym zarządem PTK?Każdy, kto zostaje prezesem PTK, ma ideę, którą chciałby po sobie zostawić. Ja mam dwa cele. Chciałbym zwrócić uwagę na rosnące znaczenie nowoczesnej diagnostyki obrazowej serca i naczyń. W ostatnich latach dokonała się na tym polu prawdziwa rewolucja. Mamy do dyspozycji kilka metod — rezonans magnetyczny, tomografię komputerową, wciąż rozwijającą się echokardiografię, scyntygrafię — którymi możemy obrazować anatomię i czynność serca i są to techniki uzupełniające się. Myślę, że wiedza na ich temat powinna zostać rozpowszechniona w postaci algorytmów postępowania diagnostycznego, które byłyby wykorzystywane w konkretnych sytuacjach klinicznych. Przygotowałby je zespół składający się z przedstawicieli sekcji PTK zajmujących się obrazowaniem. Diagnostyka obrazowa zawsze mnie bardzo interesowała, korzystam z niej na co dzień w swojej pracy, to niezwykle ciekawy dział kardiologii. Chcę o tym przekonać kolegów. Przyszłoroczny Międzynarodowy Kongres PTK w Poznaniu będzie w dużej mierze poświęcony zagadnieniom obrazowania serca w trzech zakresach: rozpoznaniu, monitorowaniu i rokowaniu. Drugim głównym celem mojej kadencji jest szeroko zakrojona kampania dotycząca ogromnego problemu społecznego, jakim jest rozpowszechnienie czynników ryzyka chorób układu sercowo-naczyniowego. Jesteśmy w Polsce świadkami znakomitej opieki nad pacjentami z ostrymi zespołami wieńcowymi, ale ginie informacja, że zapadalność na chorobę wieńcową jest coraz większa. Musimy nauczyć dbałości o profilaktykę jak najmłodsze roczniki Polaków. Nawyki prozdrowotne trzeba wykształcać od najmłodszych lat. Stąd też hasło kampanii, którą chcę stworzyć: „Zdrowe dzieci, zdrowa młodzież, zdrowi dorośli”. W jaki sposób ta kampania miałaby przebiegać? Chcę dotrzeć do społeczeństwa za pośrednictwem mediów, poprzez spotkania w szkołach, przedszkolach. Chodzi o to, by przekazać informacje o stale rosnącym zagrożeniu chorobami serca i naczyń oraz o ich konsekwencjach, ale bez przytaczania liczb, procentów, straszenia, tylko mówiąc o korzyściach płynących ze zdrowego trybu życia. Kampania ma dać pozytywny przekaz, dlaczego warto być zdrowym. Może brzmi to banalnie, ale doświadczenie i codzienna obserwacja pokazują, że nie wszyscy to wiedzą. Jaką rolę powinno odgrywać PTK w środowisku kardiologów?PTK ma wiele zadań. Jednym z nich jest propagowanie europejskich wytycznych, które są istotną pomocą w podejmowaniu decyzji diagnostycznych i terapeutycznych. Bardzo ważna jest również rola integrująca środowisko. Równie istotne jest kreowanie pozytywnych wzorców, pomoc młodszym kolegom w stawaniu się ekspertami poprzez ich angażowanie podczas zjazdów, konferencji, przydzielanie wykładów. W naszym gronie mamy nie tylko kardiologów. Do PTK należą lekarze innych specjalności, studenci, fizjoterapeuci, pielęgniarki. Środowisko pielęgniarskie jest obecnie bardzo ważne ze względu na zmianę charakteru pracy lekarza. Pielęgniarka to teraz wykształcona osoba, z tytułem magistra, która wiele wnosi do życia szpitala, co obserwuję chociażby w naszej klinice. Lekarze zostali nieco zepchnięci w stronę technokracji — do pracy przy komputerze, wypełniania historii chorób, wypisywania skierowań. Zabiera to dużo czasu i w efekcie mamy go mniej na kontakt z pacjentem. Porozumienie między pacjentem a lekarzem kruszeje, na szczęście nasze miejsce wypełniają pielęgniarki.W inauguracyjnym wystąpieniu podczas XIX Kongresu PTK we Wrocławiu mówił pan, że będzie chciał wzmocnić pozycję PTK w strukturach europejskich. Jakimi działaniami?Dokonania polskich kardiologów są dostrzegane w strukturach europejskich, mamy tam swoich przedstawicieli, ale nasze zaangażowanie mogłoby być większe. Niestety, wielu kolegów, zwłaszcza z młodszego pokolenia, nie odczuwa potrzeby uczestniczenia w pracach Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC). To oczywiście jest duże obciążenie, praca pro publico bono, wymagająca czasu. Trzeba mieć motywację, żeby tam zaistnieć. Czy warto? Moim zdaniem, tak. Przez dwa lata byłem członkiem zarządu Europejskiej Asocjacji Echokardiograficznej i wiem, ile mi to dało kontaktów, wiedzy. Taka działalność nie przekłada się na sferę finansową, natomiast pozwala uzyskać szersze spojrzenie na wiele zagadnień. Poznaje się mądrych ludzi i to jest nie do przecenienia. Bardziej doświadczeni kardiolodzy powinni przekonywać młodych, że warto zaistnieć w strukturach europejskich. Wprowadzać ich w te struktury, np. włączając do grona recenzentów oceniających prace na spotkaniach europejskich, angażować jako wykładowców. Zamierzamy być aktywniejsi, jeśli chodzi o propozycje sesji podczas kongresów ESC. W przyszłym roku PTK ma zorganizować dwie sesje na kongresie ESC w Rzymie. To jest duże wyróżnienie.Nie mniej ważna jest współpraca z rodzimymi towarzystwami skupiającymi innych specjalistów. W tym roku PTK wspólnie z lekarzami rodzinnymi przygotowało skrócone wytyczne postępowania w niewydolności serca przeznaczone dla lekarzy rodzinnych. Co w planach?Będziemy na pewno zapraszać kolegów innych specjalności do udziału w spotkaniach PTK, bo wiedza z innych dziedzin medycyny jest kardiologom niezbędna. Sukcesem medycyny jest to, że ludzie żyją coraz dłużej, a w konsekwencji chorują inaczej. W związku z tym kardiolodzy coraz częściej w swojej pracy muszą korzystać z wiedzy np. internistycznej, diabetologicznej, geriatrycznej. Interna wiele lat temu uległa podziałowi na podspecjalizacje. Teraz znów powinniśmy się połączyć w staraniu o zdrowie pacjentów, bo coraz liczniejsza ich grupa ma więcej niż jeden problem zdrowotny. W naszej specjalizacji łączymy się poprzez heart team, w skład którego wchodzi kardiolog, kardiochirurg, często gastrolog, nefrolog. Chcielibyśmy, żeby uczestniczył w nim także, w razie potrzeby, geriatra, ale niestety tych specjalistów jest w Polsce mało. Powinniśmy dzielić się swoją wiedzą.Bardzo ważna jest nasza współpraca z lekarzami rodzinnymi, dlatego że pacjent powinien od kardiologa przejść pod opiekę właśnie lekarza rodzinnego. To trochę centralizuje system opieki zdrowotnej, ale dla dobra pacjenta lepiej jest, żeby miał stałego lekarza, który w razie potrzeby będzie się kontaktował z konkretnym specjalistą. Jednak lekarz rodzinny musi mieć odpowiednią wiedzę. Pojawia się pytanie: czy edukujemy właściwie lekarzy rodzinnych? Poza tym trzeba jeszcze przekonać pacjenta, że nie zawsze potrzebuje porady specjalisty.To bardzo ważny argument. Dlatego potrzebny jest wszechstronnie wyedukowany lekarz rodzinny, który ma podstawowe możliwości diagnostyczne i wokół siebie grupę innych specjalistów, by w razie potrzeby mogli mu pomóc. Nie można pominąć problemu długich kolejek do kardiologów. Na razie nie udało się nic z nimi zrobić. Rozwiązanie tego problemu nie leży wprawdzie w gestii lekarzy czy towarzystwa naukowego, ale może znalazłaby się jakaś podpowiedź dla środowiska decydentów?Dostępność do kardiologa jest różna w różnych województwach. Czasami są to cztery tygodnie oczekiwania, ale może też być 16 tygodni, a nawet 24. Mówimy o oczekiwaniu na wizytę u kardiologa, a pozostaje jeszcze kwestia dostępności do badań, a to kolejna bariera.Obecnie wskaźnik kardiologów wynosi 80/1 mln mieszkańców, dążymy do tego, żeby było 100/1 mln. Problemem jest koncentracja specjalistów w dużych miastach, ośrodkach akademickich, natomiast na prowincji jest bardzo źle. Myślę, że pierwszym posunięciem powinno być zrównoważenie liczby specjalistów w ośrodkach peryferyjnych. Kardiologowi niewiele potrzeba — wystarczy aparat echokardiograficzny, możliwość wykonania próby wysiłkowej, badania holterowskiego. To już daje bardzo duży potencjał diagnostyczny i terapeutyczny. Niemniej potrzebne są na to pieniądze. Czy telemedycyna może pomóc w skróceniu kolejek do specjalistów?Z telemedycyną wiążemy duże nadzieje. Jest dla niej zielone światło ze strony ministerstwa, więc myślę, że jej znaczenie będzie rosło i będziemy z niej coraz częściej korzystać. Żałuję tylko, że z tego powodu może ucierpieć kontakt pacjent-lekarz, tak ważny w budowaniu zaufania i wiary w skuteczność terapii. Bez wątpienia w Polsce dokonał się ogromny postęp w kardiologicznej diagnostyce i terapii. Jest jednak jeszcze wiele do zrobienia, choćby w kwestii opieki nad pacjentami po zawale serca czy częstych rehospitalizacji chorych na niewydolność serca. Czy ma pan pomysły na rozwiązanie tych problemów?Nie ulega wątpliwości, że ostre zespoły wieńcowe są w Polsce znakomicie leczone. Efektem skutecznego leczenia w pierwszym etapie jest udrożnienie tętnicy i uratowanie życia, jednak choroba trwa dalej. Czasami pozostaje niewielkie uszkodzenie serca, innym razem bardzo duże. Pacjent wymaga postępowania zgodnego z wytycznymi, dalszej opieki. Jednych trzeba objąć bardzo ścisłą opieką, inni mogą być okresowo widywani przez lekarzy rodzinnych, ale to kardiolog musi podjąć decyzję, który pacjent i w jaki sposób powinien być monitorowany. Statystyki pokazują jednoznacznie, że śmiertelność po OZW sięga po roku 20 proc. i ten wynik niweczy wszystko, co było zrobione wcześniej. Musi ulec poprawie model rehabilitacji kardiologicznej. Jestem wielkim zwolennikiem rehabilitacji. Istnieje mnóstwo dowodów naukowych, a potwierdza to obserwacja kliniczna, że jest ona bardzo skuteczna. Rola kompleksowego leczenia jest nie do przecenienia, ale nie mniej ważne są innowacyjne technologie. Jak ocenia pan dostęp Polaków do najnowszych technik diagnostycznych i terapii?Postęp w terapii kardiologicznej jest ogromny. Dotyczy to zarówno farmakoterapii, urządzeń wszczepialnych technikami przezskórnymi, które w nieprawdopodobny sposób rozwinęły się na przestrzeni ostatnich 10 lat, jak i leczenia kardiochirurgicznego i hybrydowego. Ale na przykład od dwóch lat, jeśli się nie mylę, żaden innowacyjny lek kardiologiczny nie trafił na listę refundacyjną. A mamy do dyspozycji nowe leki przeciwkrzepliwe, przeciwpłytkowe czy stosowane w zaburzeniach lipidowych. Doustne nowe leki przeciwkrzepliwe nie są już na świecie jakimś rarytasem. Zamożniejsi polscy pacjenci cierpliwie te leki wykupują, dla wielu są jednak niedostępne z powodu ceny, co oznacza nic innego jak wykluczenie z terapii. Mamy leki przeciwpłytkowe, które są lepsze niż aspiryna, klopidogrel i mają wykazane korzyści związane m.in. z lepszym rokowaniem pacjentów. Leki te od lat nie mogą się doczekać refundacji. Mówiąc o urządzeniach wszczepialnych, miałem na myśli przezcewnikowe wszczepianie zastawki aortalnej. Kampania zainicjowana przez kardiologów interwencyjnych „Stawka to życie. Zastawka to życie” pokazała, że jest dostępna w Polsce technologia, są ludzie, którzy potrafią się nią posługiwać, ale nie mogą tego robić, ponieważ dostępność do terapii ze względów finansowych jest bardzo ograniczona i plasuje nas w ogonie Europy. Nie jest to innowacyjna terapia, ona jest powszechnie stosowana na świecie i musimy to uświadomić decydentom. Nowsza metoda to np. przez-cewnikowe leczenie zastawki mitralnej, które jest coraz bardziej dostępne, ale nie u nas, znów z powodu bariery finansowej. Sytuacja jest trudna, bo z jednej strony są chorzy, którzy mają pewne oczekiwania, a z drugiej są lekarze, którzy mają doświadczenie w terapii, chcą leczyć nowymi sposobami, wykorzystywać nowe leki, a nie mogą tego robić. Warto o tym mówić, chociażby po to, żeby pacjenci wiedzieli, że za istniejący stan nie należy obwiniać środowiska lekarskiego. To jest coś, co jest poza lekarzami. Chcielibyśmy wykorzystywać nowoczesne terapie, ale nie możemy.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach