Szanse na przeżycie osób, które doznały zawału serca, wzrastają z 8 aż do 80 proc., jeśli pomoc nadejdzie w ciągu kilku minut. Alec Momont, student Uniwersytetu Technologicznego w Belgijskim Delf stworzył drona, za którego pośrednictwem operator będzie mógł na bieżąco instruować osobę zajmującą się poszkodowanym, zanim nadejdzie pomoc.
Ten artykuł czytasz w
ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Zespół medyczny potrzebuje zazwyczaj około 10 minut, by dotrzeć na miejsce wypadku. Czasem jednak trwa to znacznie dłużej. Dron może ominąć korki i dotrzeć do poszkodowanych znacznie szybciej. Belgijski student stworzył prototyp bezzałogowca wyposażonego w kamerę i defibrylator. Zdaniem specjalistów, to ciekawa propozycja i — z technicznego punktu widzenia — stosunkowo łatwa do zrealizowania.
„Drony już latają po naszym niebie, słychać nawet głosy o potrzebie znormalizowania tej strefy ludzkiego działania, by nie stanowiły zagrożenia dla ruchu lotniczego. Zminiaturyzowane defibrylatory są dostępne już od dawna, więc wyposażenie w nie drony nie stanowi trudności. Przywołanie przez telefon komórkowy takiego specjalistycznego drona też nie jest problemem” — ocenia prof. Robert Gil, kierownik Kliniki Kardiologii Inwazyjnej CSK MSWiA w Warszawie. Kto jednak będzie potrafił skorzystać z takiej opcji ratowania życia ludzkiego? „Myślę, że należałoby szkolić ludzi na przykład podczas przygotowywania do egzaminu na prawo jazdy. Podobnie zresztą jak uczyć zasad reanimacji” — uważa specjalista.
Trudniejsza niestety jest kwestia finansowania takiej formy pomocy. „W naszym kraju to brzmi jak bajka, natomiast w dużo bogatszych Niemczech, na początek w formie pilotażu, jestem w stanie to sobie wyobrazić. Wierzę, że ten projekt jest do realizacji, bo przecież życie ludzkie nie ma ceny!” — podsumowuje prof. Robert Gil.
Szanse na przeżycie osób, które doznały zawału serca, wzrastają z 8 aż do 80 proc., jeśli pomoc nadejdzie w ciągu kilku minut. Alec Momont, student Uniwersytetu Technologicznego w Belgijskim Delf stworzył drona, za którego pośrednictwem operator będzie mógł na bieżąco instruować osobę zajmującą się poszkodowanym, zanim nadejdzie pomoc.
Zespół medyczny potrzebuje zazwyczaj około 10 minut, by dotrzeć na miejsce wypadku. Czasem jednak trwa to znacznie dłużej. Dron może ominąć korki i dotrzeć do poszkodowanych znacznie szybciej. Belgijski student stworzył prototyp bezzałogowca wyposażonego w kamerę i defibrylator. Zdaniem specjalistów, to ciekawa propozycja i — z technicznego punktu widzenia — stosunkowo łatwa do zrealizowania. „Drony już latają po naszym niebie, słychać nawet głosy o potrzebie znormalizowania tej strefy ludzkiego działania, by nie stanowiły zagrożenia dla ruchu lotniczego. Zminiaturyzowane defibrylatory są dostępne już od dawna, więc wyposażenie w nie drony nie stanowi trudności. Przywołanie przez telefon komórkowy takiego specjalistycznego drona też nie jest problemem” — ocenia prof. Robert Gil, kierownik Kliniki Kardiologii Inwazyjnej CSK MSWiA w Warszawie. Kto jednak będzie potrafił skorzystać z takiej opcji ratowania życia ludzkiego? „Myślę, że należałoby szkolić ludzi na przykład podczas przygotowywania do egzaminu na prawo jazdy. Podobnie zresztą jak uczyć zasad reanimacji” — uważa specjalista. Trudniejsza niestety jest kwestia finansowania takiej formy pomocy. „W naszym kraju to brzmi jak bajka, natomiast w dużo bogatszych Niemczech, na początek w formie pilotażu, jestem w stanie to sobie wyobrazić. Wierzę, że ten projekt jest do realizacji, bo przecież życie ludzkie nie ma ceny!” — podsumowuje prof. Robert Gil.