Dosyć robienia bokami
OSTRZEJ, ALE BEZ SKALPELA Przeciętny polski szpital publiczny pozostaje jednym z ostatnich bastionów realnego socjalizmu. Często chronicznie niewydolny, do szczętu zbiurokratyzowany, manipulowany na wszystkie sposoby przez polityków, wręcz wrzucony w przetarg.
Jest zainfekowany nepotyzmem i kumoterstwem, zawłaszczony przez quasi-feudalny system, który pozwala pracować lekarzom na użytek prywatny w państwowych placówkach i na państwowym sprzęcie. Słowem, bastion zatrudnienia, a nie leczenia ludzi, szczególnie w Polsce powiatowej, gdzie często jest największym pracodawcą. Nic tak sprytnie nie wymyka się polskiej transformacji ustrojowej jak szpital. Dziejowego żywota dokonały już PGR-y, państwowy handel, stocznie, huty, a szpital trwa jak rewolucyjna reduta. Dlaczego?