Czas wyłożyć ustawy na stół [Zdrowie na Wiejskiej]
Sejm, jaki jest, każdy widzi, choć nie zawsze jest to jego wina. Jako ustawodawcza machina do tworzenia prawa, musi mieć nad czym pracować. Specjaliści są zgodni, iż poselskie projekty ustaw powinny być wydarzeniem raczej wyjątkowym, jako z natury rzeczy obarczone wadami bieżącej walki politycznej. Widać to doskonale po projektach składanych ad hoc przez większość parlamentarną — właściwie wszystkie chorują na rewolucyjny zapał, skłonność do jednoznacznych ujęć i radykalną skrótowość.
Nie od dziś wiadomo, że palmę pierwszeństwa w składaniu projektów powinien dzierżyć rząd. Taka jest demokratyczna pragmatyka i światowy uzus. To Rada Ministrów ma w swoich rękach wszystkie instrumenty tworzenia prawa i to ona powinna sterować tempem poszczególnych inicjatyw, otwierać ustawodawcze śluzy, wywiązywać się ze zobowiązań unijnych i międzynarodowych. Powinna też konsultować i jak najrzetelniej oceniać skutki regulacji, prowadzić dialog wśród swoich członków i na zewnątrz (w tym z KE), tworzyć tabele uzgodnień i proponować poprawki. Tymczasem tak rozumiana działalność to w rządzie nadal zbyt duża rzadkość, mimo deklarowanej dobrej zmiany, a nawet odcinkowego przyspieszenia, np. w uszczelnianiu podatków.