Czas pokaże…
Czas pokaże…
Ostrzej, ale bez skalpela
Za sterami państwa rozsiądzie się teraz formacja, która twierdzi, że da radę. Jeszcze nikt pod takim hasłem nie zdobył w Polsce samodzielnej władzy! Zwycięzcy uwiedli wyborców obietnicą likwidacji Narodowego Funduszu Zdrowia, faktycznej opieki zdrowotnej dla wszystkich, a nie tylko dla płacących składki, utworzenia sieci szpitali, przywrócenia stażu lekarskiego. Zapowiedzieli utrzymanie podwyżek dla pielęgniarek i zmiany dotyczące refundacji oraz pracy lekarzy rodzinnych, a także nowy pakiet antykolejkowy i darmowe leki dla osób po 75. roku życia.
Świat nie zmienił się tak bardzo w ciągu jednej nocy po wyborach. Zmiana władzy może mieć ozdrowieńczy wymiar. Nie ogłaszam więc żałoby ani nie wieszczę końca cywilizacji. Wynik wyborów jest barometrem problemów społecznych w Polsce. Od ćwierćwiecza mamy Polskę podzieloną na pół. Musimy więc rozmawiać ze sobą, jak przezwyciężyć ten podział.
Ministrem zdrowia został dr Konstanty Radziwiłł. Postać szanowana i ceniona w środowisku lekarskim i nie tylko, wcześniej związana raczej z krajowymi i unijnymi gremiami eksperckimi niż rodzimym politykowaniem. Nie żaden tam królik z partyjnego kapelusza. Medialna rozpoznawalność i ciekawa osobowość przyniosła mu sto tysięcy głosów w minionych wyborach do Senatu. Prawie tyle samo, ile zebrał Bartosz Arłukowicz przed czterema laty. To daje Radziwiłłowi mocny mandat społeczny. Sympatia i poparcie środowiska lekarskiego wprawdzie na pstrym koniu jeżdżą, o czym przekonał się niedawno były minister prof. Marian Zembala, któremu na powitanie Naczelna Rada Lekarska wręczyła 21 pilnych postulatów. Ministrowie zdrowia i ich współpracownicy nigdy nie byli w izbie lekarskiej szczególnie lubiani, nawet jeśli wcześniej piastowali w niej wysokie funkcje.
Ale sprawy lekarskie są obecnie chyba bardziej poukładane niż dramatycznie niskie i antymotywacyjne dla przyszłości tej profesji wynagrodzenia pielęgniarek. To właśnie z ostrego starcia z nimi minister Radziwiłł może już wkrótce wyjść mocno poobijany. Ciekawe, czy i jak pomoże mu w tym jego polityczne zaplecze i sam pryncypał? Krewkie dziewczyny w czepkach już niejednemu ministrowi i premierowi dały się we znaki. Szkoda, że po doprawdy gustownych czepkach pacjenci mogą je rozpoznawać tylko na ulicach stolicy, a nie w szpitalach. Tak czy owak, pielęgniarki już nie mogą czekać. Tak samo jak ich rachunki za gaz i energię, a nadchodzi zima.
Nowy minister zdrowia jest, odkąd pamiętam, do bólu upartym protagonistą i orędownikiem zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB. Czeka go więc pasjonujący pojedynek z ministrem finansów. Dotychczas wszyscy poprzednicy obecnego szefa resortu zdrowia polegli z kretesem. Niedługo się przekonamy, czy medyczna kompetencja, czy polityczny spryt, a może oba te przymioty razem będą skutecznym orężem Konstantego Radziwiłła. Oby nie okazał się za rok jedynie zderzakiem w politycznym rebusie Jarosława Kaczyńskiego.
Z władzą jest jak z małżeństwem. Najłatwiej ją zdobyć, trudniej się wykazać, jeszcze trudniej utrzymać przez lata. Wyborczy kurz bitewny opada. Jedni wiwatują, inni liżą rany, jeszcze inni nucą pod nosem, że „nic się nie stało”. Opozycja przegrupowuje swoje mocno nadwyrężone oczekiwania i moce przerobowe. Nowe formacje parlamentarne prężą muskuły. Uważają, że parlament to też odmiana rockowego happeningu. Sejm bez lewicy to z kolei groźne curiosum w demokracji. Polacy w tej kwestii przekroczyli Rubikon. Z tym wszystkim musi się zmierzyć rząd, który nie będzie miał szansy zwalić winy za niepowodzenia na kogokolwiek.
Pogoda dla zmian i realizacji obietnic wyborczych jest — oględnie mówiąc — taka sobie. W ochronie zdrowia dwie zasady są kluczowe: wprowadzanie zmian poprzez dialog (a z tym było ostatnio bardzo źle) oraz planowanie decyzji z wyprzedzeniem. Nie można wprowadzać nieskonsultowanych z nikim zmian „od poniedziałku”, tak jak to było do tej pory. To przecież niemądra polityka, która tylko wzmacnia żal partnerów społecznych z powodu lekceważenia i oddala zatopioną w dumie władzę od szczytnego celu.
Konstanty Radziwiłł z pewnością zechce zmienić ustawę o działalności leczniczej, przewidującą przymusową komercjalizację szpitali, które znalazły się w trudnej sytuacji finansowej. Od dawna bowiem twierdzi, że nie ma dowodów, że szpital w formule SP ZOZ działa gorzej niż w formule spółki. Nie ma powodu zmuszać jednostek samorządu terytorialnego czy uczelni medycznych do przekształcania w spółkę.
Tymczasem biedni, chorzy i skołowani ludzie ustawiają się w coraz dłuższych kolejkach do poradni specjalistycznych. To żniwo aroganckich brewerii doktora Arłukowicza na Miodowej. Ale nie tylko jego. On tylko wzmocnił pokusę specjalistów przyjmujących w prywatnych gabinetach tych, których system eWUŚ zapisał na wizytę w publicznym szpitalu na trzeci kwartał 2017. Na operację zaćmy z NFZ trzeba czekać wciąż dwa lata, a na endoprotezę stawu kolanowego średnio 1374 dni. Tymczasem w prywatnych klinikach najwyżej tydzień. Nowa władza przepowiada rychły zgon, a właściwie eutanazję NFZ. Zadania funduszu związane z finansowaniem mają być przekazane wojewodom. Nie słyszałem, aby wojewodowie mieli swoje ukryte szpitale, które szybko rozładują kolejkowy korek. Ale pożyjemy, zobaczymy.
Igrzyska mamy za sobą. Kampania wyborcza połknęła już wszelkie łatwe rozwiązania i deklaracje. Lekarz i jego pacjent niczego więcej nie pragną ponad to, aby wzajemny dostęp do siebie był zawsze gwarantowany, wydolny, bezpieczny, poufny i nieskrępowany wścibską biurokracją. Polityka uprawiana przez ekspertów zawsze była lepsza, niż partyjne kształtowanie wizerunku oparte na szybkiej medialnej odpowiedzi na każde pytanie. I to niekoniecznie w ciągu pierwszych stu dni sprawowania władzy, jak nakazuje dziś nie do końca jasna partyjniacka doktryna czy pseudoetykieta.
[email protected]
Ostrzej, ale bez skalpela
Za sterami państwa rozsiądzie się teraz formacja, która twierdzi, że da radę. Jeszcze nikt pod takim hasłem nie zdobył w Polsce samodzielnej władzy! Zwycięzcy uwiedli wyborców obietnicą likwidacji Narodowego Funduszu Zdrowia, faktycznej opieki zdrowotnej dla wszystkich, a nie tylko dla płacących składki, utworzenia sieci szpitali, przywrócenia stażu lekarskiego. Zapowiedzieli utrzymanie podwyżek dla pielęgniarek i zmiany dotyczące refundacji oraz pracy lekarzy rodzinnych, a także nowy pakiet antykolejkowy i darmowe leki dla osób po 75. roku życia. Świat nie zmienił się tak bardzo w ciągu jednej nocy po wyborach. Zmiana władzy może mieć ozdrowieńczy wymiar. Nie ogłaszam więc żałoby ani nie wieszczę końca cywilizacji. Wynik wyborów jest barometrem problemów społecznych w Polsce. Od ćwierćwiecza mamy Polskę podzieloną na pół. Musimy więc rozmawiać ze sobą, jak przezwyciężyć ten podział. Ministrem zdrowia został dr Konstanty Radziwiłł. Postać szanowana i ceniona w środowisku lekarskim i nie tylko, wcześniej związana raczej z krajowymi i unijnymi gremiami eksperckimi niż rodzimym politykowaniem. Nie żaden tam królik z partyjnego kapelusza. Medialna rozpoznawalność i ciekawa osobowość przyniosła mu sto tysięcy głosów w minionych wyborach do Senatu. Prawie tyle samo, ile zebrał Bartosz Arłukowicz przed czterema laty. To daje Radziwiłłowi mocny mandat społeczny. Sympatia i poparcie środowiska lekarskiego wprawdzie na pstrym koniu jeżdżą, o czym przekonał się niedawno były minister prof. Marian Zembala, któremu na powitanie Naczelna Rada Lekarska wręczyła 21 pilnych postulatów. Ministrowie zdrowia i ich współpracownicy nigdy nie byli w izbie lekarskiej szczególnie lubiani, nawet jeśli wcześniej piastowali w niej wysokie funkcje. Ale sprawy lekarskie są obecnie chyba bardziej poukładane niż dramatycznie niskie i antymotywacyjne dla przyszłości tej profesji wynagrodzenia pielęgniarek. To właśnie z ostrego starcia z nimi minister Radziwiłł może już wkrótce wyjść mocno poobijany. Ciekawe, czy i jak pomoże mu w tym jego polityczne zaplecze i sam pryncypał? Krewkie dziewczyny w czepkach już niejednemu ministrowi i premierowi dały się we znaki. Szkoda, że po doprawdy gustownych czepkach pacjenci mogą je rozpoznawać tylko na ulicach stolicy, a nie w szpitalach. Tak czy owak, pielęgniarki już nie mogą czekać. Tak samo jak ich rachunki za gaz i energię, a nadchodzi zima. Nowy minister zdrowia jest, odkąd pamiętam, do bólu upartym protagonistą i orędownikiem zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB. Czeka go więc pasjonujący pojedynek z ministrem finansów. Dotychczas wszyscy poprzednicy obecnego szefa resortu zdrowia polegli z kretesem. Niedługo się przekonamy, czy medyczna kompetencja, czy polityczny spryt, a może oba te przymioty razem będą skutecznym orężem Konstantego Radziwiłła. Oby nie okazał się za rok jedynie zderzakiem w politycznym rebusie Jarosława Kaczyńskiego.Z władzą jest jak z małżeństwem. Najłatwiej ją zdobyć, trudniej się wykazać, jeszcze trudniej utrzymać przez lata. Wyborczy kurz bitewny opada. Jedni wiwatują, inni liżą rany, jeszcze inni nucą pod nosem, że „nic się nie stało”. Opozycja przegrupowuje swoje mocno nadwyrężone oczekiwania i moce przerobowe. Nowe formacje parlamentarne prężą muskuły. Uważają, że parlament to też odmiana rockowego happeningu. Sejm bez lewicy to z kolei groźne curiosum w demokracji. Polacy w tej kwestii przekroczyli Rubikon. Z tym wszystkim musi się zmierzyć rząd, który nie będzie miał szansy zwalić winy za niepowodzenia na kogokolwiek.Pogoda dla zmian i realizacji obietnic wyborczych jest — oględnie mówiąc — taka sobie. W ochronie zdrowia dwie zasady są kluczowe: wprowadzanie zmian poprzez dialog (a z tym było ostatnio bardzo źle) oraz planowanie decyzji z wyprzedzeniem. Nie można wprowadzać nieskonsultowanych z nikim zmian „od poniedziałku”, tak jak to było do tej pory. To przecież niemądra polityka, która tylko wzmacnia żal partnerów społecznych z powodu lekceważenia i oddala zatopioną w dumie władzę od szczytnego celu.Konstanty Radziwiłł z pewnością zechce zmienić ustawę o działalności leczniczej, przewidującą przymusową komercjalizację szpitali, które znalazły się w trudnej sytuacji finansowej. Od dawna bowiem twierdzi, że nie ma dowodów, że szpital w formule SP ZOZ działa gorzej niż w formule spółki. Nie ma powodu zmuszać jednostek samorządu terytorialnego czy uczelni medycznych do przekształcania w spółkę. Tymczasem biedni, chorzy i skołowani ludzie ustawiają się w coraz dłuższych kolejkach do poradni specjalistycznych. To żniwo aroganckich brewerii doktora Arłukowicza na Miodowej. Ale nie tylko jego. On tylko wzmocnił pokusę specjalistów przyjmujących w prywatnych gabinetach tych, których system eWUŚ zapisał na wizytę w publicznym szpitalu na trzeci kwartał 2017. Na operację zaćmy z NFZ trzeba czekać wciąż dwa lata, a na endoprotezę stawu kolanowego średnio 1374 dni. Tymczasem w prywatnych klinikach najwyżej tydzień. Nowa władza przepowiada rychły zgon, a właściwie eutanazję NFZ. Zadania funduszu związane z finansowaniem mają być przekazane wojewodom. Nie słyszałem, aby wojewodowie mieli swoje ukryte szpitale, które szybko rozładują kolejkowy korek. Ale pożyjemy, zobaczymy.Igrzyska mamy za sobą. Kampania wyborcza połknęła już wszelkie łatwe rozwiązania i deklaracje. Lekarz i jego pacjent niczego więcej nie pragną ponad to, aby wzajemny dostęp do siebie był zawsze gwarantowany, wydolny, bezpieczny, poufny i nieskrępowany wścibską biurokracją. Polityka uprawiana przez ekspertów zawsze była lepsza, niż partyjne kształtowanie wizerunku oparte na szybkiej medialnej odpowiedzi na każde pytanie. I to niekoniecznie w ciągu pierwszych stu dni sprawowania władzy, jak nakazuje dziś nie do końca jasna partyjniacka doktryna czy pseudoetykieta. [email protected]
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach